Teoretycznie można mówić o zupełnej eradykacji, czyli pełnym usunięciu HIV z organizmu ludzkiego. Można też użyć określenia wyleczenie funkcjonalne, czyli sytuacji, w której nawet po zaprzestaniu terapii ARV wirus pozostaje w stadium remisji. Nie namnaża się w organizmie w stopniu wystarczającym do podtrzymania zdolności niszczenia układu odpornościowego i tym samym nie powoduje nawrotów choroby.

Kiedy dochodzi do zakażenia, wirus atakuje limfocyty CD4 i replikuje (namnaża się) bardzo szybko tworząc miliony kopii. Następnie te nowopowstałe cząsteczki wirusa wnikają do węzłów limfatycznych oraz organów takich jak mózg, nerki, jelita tworząc tzw. rezerwuary. Wirus może w nich pozostawać długo w tzw. formie latentnej (uśpionej). Wystarczy jednak niewielki spadek odporności organizmu, by HIV z tych rezerwuarów powrócił do krwioobiegu i zaczął się namnażać.

Siedem lat temu pojawił się pierwszy – i jak do tej pory jedyny - przypadek wyleczenia z AIDS, znany jako Berliński pacjent, Timothy Ray Brown. Trudno zdefiniować, o jakie wyleczenie chodzi w tej sytuacji. Wiadomo, że w jego organizmie wykrywana jest śladowa wiremia, jednak jest to wirus niezdolny do replikacji zatem niepowodujący negatywnych skutków zdrowotnych.

Warto więc na chwilę zatrzymać się nad historią Timothy Ray Brown’a. Zakażenie wykryto u niego w r. 1995, przyjmował leki antyretrowirusowe (ARV) przez ponad 11 lat. Wiadomo, że w procesie leczenia białaczki, która zniszczyła jego własny szpik otrzymał dwa przeszczepy komórek macierzystych szpiku od dawcy, który dodatkowo posiadał rzadką formę oporności genetycznej na HIV. Polegała ona na mutacji limfocytów powodującej brak ich receptorów powierzchniowych, używanych w sytuacjach typowych przez HIV w celu wniknięcia do organizmu. Berliński pacjent do tej pory pozostaje pod kontrolą specjalistów i praktycznie od czasu przeszczepu szpiku nie bierze leków ARV.

Jego przypadek zainspirował naukowców do tego, by zastanowić się nad możliwością powtórzenia tej niezwyklej sytuacji.

Pomimo faktu, iż ta ratująca życie i bardzo droga terapia nie może być stosowana na szeroką skalę, klinicyści postanowili spróbować raz jeszcze. W r. 2012 ukazały się doniesienia o dwóch pacjentach z Bostonu zakażonych HIV i chorych na białaczkę, którzy również otrzymali przeszczep szpiku od odpowiedniego dawcy.  Niestety, w odróżnieniu od przypadku Browna, dawca nie miał mutacji uodparniającej na wniknięcie HIV. Znalezienie dawcy charakteryzującego się jednocześnie zgodnością szpikową i taką mutacją anty/HIV graniczy bowiem z cudem.

Obaj mężczyźni kontynuowali leczenie ARV podczas całego procesu przeszczepu szpiku, co miało zapobiec zakażeniu przez HIV nowych komórek. Niestety w kilka miesięcy po zaprzestaniu terapii ARV u obydwóch pacjentów zarejestrowano poziom podwyższonej wiremii HIV we krwi. Eksperyment zakończył się niepowodzeniem.

Jednak próby pełnego wyleczenia z zakażenia HIV trwają nieprzerwanie. Od pewnego czasu eksperci prezentują pogląd, iż leczenie ARV osoby zakażonej należy rozpoczynać  bardzo wcześnie, w możliwie najkrótszym czasie od zakażenia. Ich zadaniem będzie to prowadzić do powstania pewnego rodzaju  odporności na dalszy rozwój choroby.

W celu potwierdzenia tej hipotezy prowadzi się wiele badań. W jednym z nich, we Francji tzw. Kohorta Visconti , 14 osób rozpoczęło terapię ARV podczas ostrej choroby retrowirusowej, czyli w ciągu czterech pierwszych tygodni od zakażenia. Przyjmowali oni leki antyretrowirusowe przez 12 miesięcy. Zaskakującym okazał się fakt, że gdy po roku przerwali terapię, poziom wiremii w ich organizmie był niewykrywalny. Oznaczało to, że organizm nauczył się radzić sobie z zakażeniem. Średnio po siedmiu latach pacjenci ci mają ciągle niewykrywalny poziom wiremii, bez jakichkolwiek oznak progresji choroby. Naukowcy definiują ich stan jako wyleczenie funkcjonalne, jednak zwracają uwagę, ze tylko organizm 10-15% osób z bardzo wcześnie wykrytym i natychmiast leczonym zakażeniem ma takie niezwykłe zdolności radzenia sobie z infekcją. Podobne zjawisko obserwuje się u bardzo niewielkiego odsetka osób na świecie, które charakteryzuje naturalna zdolność zwalczania wirusa.

Kolejna z bardziej nagłośnionych historii „wyleczenia” z HIV pojawiła się w marcu 2013 roku. Podobnie jak w kohorcie Visconti, kluczem było tu wczesne rozpoczęcie terapii. Dziecko pochodzące z wiejskich terenów Missisipi, urodzone przez matkę zakażoną HIV, która nie wiedziała o swoim zakażeniu (dlatego nie otrzymywała leków ARV w ciąży, co uchroniłoby dziecko przed zakażeniem) otrzymało terapię antyretrowirusową już po 31 godzinach od porodu. Missisipi baby przyjmowało leki przez ponad 18 miesięcy. Niestety,  później, z winy matki, zaprzestało terapii. Niewykrywalny poziom wiremii we krwi utrzymywał się jeszcze przez 27 miesięcy, jednak po tym czasie, w lipcu 2014, wiremia powróciła, wirus znów rozpoczął niszczenie układu odpornościowego. I znów entuzjazm klinicystów okazał się być przedwczesny.

Kolejnym, mogłoby się wydawać obiecującym przypadkiem, była historia terapii HIV i białaczki  12 letniego chłopca z Minnesoty, który jednak zmarł gdyż wytworzył przeciwciała p/przeszczepowi. Lekarze twierdzili jednak, iż badania pośmiertne wykazały brak w jego organizmie oznak czynnego zakażenia HIV.

Także kolejne trzy przypadki: dwóch mężczyzn z Australii, którzy cały czas po przeszczepie biorą jednak leki ARV, żeby nie powtórzyć losów pacjentów z Bostonu, historia kobiety z Argentyny,  która pomimo przerwania terapii w 2007 r. ma wciąż niewykrywalny poziom wiremii, wreszcie najnowszy przypadek 18-latki z Francji, która pomimo ekspozycji na HIV podczas porodu (przyjmowała leki ARV tylko przez pięć lat) od 12 lat ma niewykrywalny poziom HIV we krwi - niewątpliwie przybliżają naukowców i lekarzy do sukcesu i rzeczywistego wyleczenia czyli eradykacji wirusa z organizmu.

Tymczasem, do tej pory, jedynym potwierdzonym i uznanym przypadkiem wyleczenia z HIV pozostaje Berliński pacjent.