Niestety, jak to zwykle bywa w przypadku popularnych określeń, pojęcie „depresja” bywa nadużywane, a co za tym idzie, istnieje niebezpieczeństwo, iż tak spowszednieje, że ci, którzy rzeczywiście cierpią z powodu depresji i wymagają profesjonalnej pomocy, znikną w gąszczu osób niezadowolonych z życia, a nazywających się „depresyjnymi”.

Należy pamiętać, że jeżeli mówimy tu o depresji, rozumiemy przez to zespół objawów, który spełnia ściśle określone kryteria diagnostyczne. Jest to o tyle ważne, że głównie wobec depresji rozumianej w sposób medyczny, możemy promować odpowiednie działania diagnostyczne i terapeutyczne. Nie jest to powszechnie akceptowane. Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy ktoś skarży się na ból nogi po upadku i utrzymuje, że tę nogę złamał. Nikt mu nie uwierzy, chyba że pokaże zdjęcie złamanej nogi albo opatrunek gipsowy. Natomiast gdy ktoś powie, że „jest w depresji”, natychmiast otoczenie nie dość, że zacznie mu współczuć, to jeszcze z pewnością będzie mu udzielać rad, jako że każdy wie, co to depresja.

Otóż, nie każdy. Przede wszystkim należy odróżnić smutek od depresji. Smutek jest doświadczeniem każdego z nas, depresja – nie. Smutek to adekwatna odpowiedź (reakcja) na przykre wydarzenie, którego człowiek doświadcza. I nie jest istotne, czy dla obserwatora z zewnątrz wydarzenie powodujące smutek jest istotnie przykre czy nie. Typowym przypadkiem ilustrującym taką sytuację, jest utrata osoby bliskiej i stan żałoby. Poczucie straty, smutek, negatywne postrzeganie otoczenia, żal, wyrzuty sumienia itp. są zrozumiałe w takiej sytuacji. Większość ludzi współczuje osobom w żałobie, ale nikt nie sugeruje od razu aby stan ten leczyć. Tymczasem, gdy przy braku ewidentnej przyczyny zewnętrznej pacjent prezentuje takie same objawy, możemy dopuszczać ewentualność, iż mamy do czynienia z depresją. Ale nie tylko brak ewidentnego, zrozumiałego dla otoczenia czynnika wywołującego taki stan, pozwala na różnicowanie fizjologicznego smutku od depresji. Czasami depresja występuje jako reakcja na sytuację zewnętrzną, traumatyzującą, ale przyjmuje albo taki rozmiar albo trwa tak długo, że przekracza ramy zwykłej w takich przypadkach reakcji smutku. Dlatego należy pamiętać, że nie każdy smutek to depresja. Ale pamiętajmy, że lepiej jest być wyczulonym na możliwość wystąpienia depresji, niż ją przeoczyć, o czym będzie dalej.

Depresja - rozpoznanie

Depresję rozpoznaje się po kilku charakterystycznych objawach: obniżenie nastroju (smutek, przygnębienie, utrata możliwości przeżywania przyjemności), negatywna ocena sytuacji życiowej ( wszystko traci sens, nie ma po co starać się coś robić, życie staje się bezwartościowe, do niczego nie udało się dojść, nic dobrego mnie nie czeka, najlepszym wyjściem byłoby nie żyć), lęk (boję się wszystkiego co mnie otacza, ludzi, sytuacji, problemów, nie potrafię się od tego uwolnić, ten lęk mnie paraliżuje, sprawia że nic nie mogę robić, najchętniej zaszyłabym się w kącie i niech mnie wszyscy zostawią w spokoju), spowolnienie psychoruchowe (każda czynność wymaga wysiłku, nie mogę zmobilizować się do prostych czynności jak np. jedzenie czy ubieranie się, w pracy jestem niewydolna, to co robiłam kiedyś w kwadrans, dziś zajmuje mi godzinę). Do tych typowych objawów dochodzą najczęściej zaburzenia snu, utrata apetytu, brak zainteresowania seksem, a także liczne mało specyficzne dolegliwości bólowe. Oczywiście, depresja może przybierać inne wyrazy, np. mogą dominować  skargi somatyczne, albo nadmierna senność i przejadanie się, ale mówimy wtedy o sytuacjach nietypowych.

Nie lekceważmy objawów

Największym zagrożeniem w przypadku depresji jest jej nierozpoznanie, przede wszystkim na skutek zlekceważenia objawów. Dzieje się tak najczęściej w sytuacji, gdy pacjent doznaje jakiejś przykrości, czy traumatyzującego wydarzenia życiowego, popada w depresję, podczas gdy otoczenie przyjmuje postawę wyczekującą. Wychodzi bowiem z założenia, że „co się dziwić, iż jest smutny i nic mu się nie chce, skoro spotkała go taka przykrość”. Pozostawiony sobie pacjent popada w stan głębszej depresji, dochodzi bowiem do wniosku, iż otoczenie go nie rozumie i że nie ma co się spodziewać pomocy. Takie myślenie kończy się niestety często próbą samobójczą. A to jest najbardziej dramatyczny etap w przebiegu depresji.

Przyczyny prób samobójczych mogą być różnorakie. Jeżeli mówimy o próbach samobójczych w depresji, to często są one rezultatem negatywnej oceny perspektyw życiowych. Pacjent zdaje sobie sprawę ze swego stanu, wie jakim jest ciężarem dla bliskich, obawia się, że stan jego się nie poprawi, albo nie widzi wystarczającej poprawy po dotychczasowym leczeniu. Znamienne jest, że w depresji często zdarzają się próby samobójcze w okresie wychodzenia z epizodu depresyjnego, kiedy to pacjent dokonuje negatywnego bilansu swojej sytuacji. Próby samobójcze (od tych poważnych do tych mniej istotnych) zdarzają się dość często, ale mogą one przyjmować formę wołania o pomoc albo służą rozładowaniu wewnętrznego napięcia. Natomiast niestety, poważnie skutkujące zamachy samobójcze zdarzają się w ok. 15% zdiagnozowanych medycznie depresji.