Jest kompozytorem i producentem muzycznym. 
W jego studio powstało już około stu różnych produkcji wokalnych i instrumentalnych. Współpracuje z raperami z całego kraju – komponuje dla nich muzykę, 
nagrywa ich płyty, produkuje teledyski. Kto by pomyślał, że od dziewięciu lat Jakub „Pietz” Piecuch 
z Rzeszowa zmaga się z nieuleczalną chorobą, która „posadziła” go 
na wózku inwalidzkim?

Kiedy zachorował na stwardnienie rozsiane, miał 19 lat i był studentem pierwszego roku turystyki i rekreacji. Jeździł na rolkach, grał w koszykówkę, był bardzo aktywny.  W pewnym momencie zauważył jednak, że jego nogi stają się coraz słabsze. Nie był już w stanie przemierzać na piechotę tak dużych odległości jak dawniej. Z czasem problemy z chodzeniem tak
bardzo się u niego nasiliły, że trafił do szpitala – z podejrzeniem SM, 
które potwierdziły wszystkie wykonane u niego badania.

Dostałem sterydy i informację, że mam się zgłosić do poradni neurologicznej. Nic więcej nie zaproponowano mi podczas pobytu na oddziale neurologicznym. Musiałem radzić sobie z tą chorobą sam – wspomina pan Jakub.

Na leczenie immunomodulujące z użyciem interferonu beta czekał rok. Najpierw dostawał ten lek przez dwa lata, a następnie, po miesięcznej przerwie, jeszcze przez rok. Niestety, tuż po zakończeniu kuracji interferonowej choroba znów dała o sobie znać. "Tym razem usiadłem na wózku inwalidzkim", mówi Jakub "Pietz" Piecuch.

Od tego czasu minęło kilka lat. Dużo się w tym czasie wydarzyło 
w życiu pana Jakuba. Przede wszystkim otworzył własne studio nagrań i wytwórnię fonograficzną w Siedliskach koło Rzeszowa. Nagrywa płyty zaprzyjaźnionym raperom z całego kraju, komponuje muzykę, produkuje teledyski, bity 
i podkłady muzyczne, realizuje, mik
suje i masteruje nagrania. Twierdzi, że muzyka fascynowała go od zawsze, zajmował się nią również przed chorobą, ale dopiero teraz zaangażował się w nią na sto procent. – Do muzyki nie są potrzebne nogi – dowcipkuje.

Co mu daje muzyka? Pomaga mu normalnie funkcjonować, zapewnia godziwe utrzymanie, jest dla niego najważniejszym celem w życiu i sposobem walki z chorobą. O skończeniu turystyki i rekreacji musiał zapomnieć już po pojawieniu się pierwszych objawów SM. Nie był w stanie ćwiczyć na zajęciach z wf, był zbyt słaby, a pobyt w szpitalu i długotrwałe leczenie całkowicie uniemożliwiły mu kontynuowanie studiów. Ale podróże nie pozostały jedynie w sferze jego marzeń. Bardzo często przemieszcza się po kraju, w czym pomaga mu wózek 
elektryczny.

Jakub „Pietz” Piecuch wierzy, że któregoś dnia zostanie wynaleziony lek, który będzie w stanie wyleczyć go ze stwardnienia rozsianego i z powrotem postawi go na nogi. A póki co korzysta z życia, ciesząc się z efektów kilkumiesięcznej terapii eksperymentalnej, której został poddany w ramach badań klinicznych. Dzięki niej od dwóch lat nie miał nowego rzutu SM, co oznacza, że proces chorobowy zatrzymał się. Pół roku temu przeprowadził się z Rzeszowa, z maleńkiego mieszkania na pierwszym piętrze, w którym czuł się jak w klatce, do własnego, pozbawionego barier architektonicznych domu w Siedliskach, gdzie mieści się również jego studio nagrań. Tutaj jest szczęśliwy i wolny.