Wprawdzie nadmierne picie alkoholu nie jest społecznie akceptowane, to jednak okazjonalne picie nie budzi większych zastrzeżeń. Status kulturowy narkotyków jest odmienny. Pojawiły się one w naszym kręgu kulturowym na większą skalę stosunkowo niedawno. Ich używanie postrzegane jest jako kulturowo obce, groźne zarówno dla jednostki jak i życia społecznego. Znajduje to wyraz w prawnym statusie tych substancji, są one nielegalne, a ich posiadanie w naszym kraju, nawet w niewielkich ilościach na własny użytek, zagrożone jest sankcjami karnymi, włącznie z karą pozbawienia wolności. W tych warunkach sięganie po narkotyki postrzegane jest z jednej strony, jako łamanie podstawowych norm, z drugiej zaś jako ogromne zagrożenie zdrowotne, niezależnie od skali rzeczywistego ryzyka. Na narkotyki rozumiane jako substancje nielegalne składa się szeroki wachlarz środków o bardzo zróżnicowanym potencjale uzależniania, jak również ryzyka spowodowania innych szkód zdrowotnych. Łatwo dostrzec, że ryzyko związane z używaniem np. heroiny, jest niewspółmierne z zagrożeniami powodowanymi przez marihuanę. Kwestia szkodliwości marihuany budzi znaczne kontrowersje wśród badaczy. Wprawdzie wiele badań potwierdza szkody zdrowotne współwystępujące z używaniem przetworów konopi, to jednak kwestia poziomu zagrożenia pozostaje przedmiotem kontrowersji.

Problem narkotyków pojawił się w naszym kraju pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Do końca lat osiemdziesiątych był zjawiskiem incydentalnym, ulokowanym na marginesie życia społecznego.  Wraz z początkiem procesu transformacji ustrojowej zmianie uległy jego rozmiary oraz charakter. W miejsce opiatów produkowanych domowym sposobem ze złomy makowej pojawiły się narkotyki spotykane w krajach zachodniej Europy, takie jak marihuana, heroina, amfetamina, ecstasy, LSD, czy kokaina. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku oraz na początku obecnego stulecia rosło rozpowszechnienie używania narkotyków, zwiększała się też liczba osób uzależnionych. 

O początku lat dziewięćdziesiątych najbardziej rozpowszechnioną substancją nielegalną są przetwory konopi, czyli marihuana i haszysz. Jak pokazują wyniki badań ankietowych wśród młodzieży szkolnej w latach 1995–2011 mieliśmy do czynienia z wyraźnym trendem wzrostowym odsetki uczniów, których udziałem stały się doświadczenia z przetworami konopi (Wykres 1). Podczas gdy w 1995 r. do eksperymentowania z marihuaną lub haszyszem przyznawało się 10% uczniów w wieku 15-16 lat, w 2011 r. już 24%. Na podobny wzrost wskazują też wyniki badań ankietowych wśród dorosłych mieszkańców naszego kraju. W 2002 r. marihuany używało w czasie ostatnich 12 miesięcy przed badaniem 2,8% osób w wieku 16-64 lata, podczas gdy  w 2010 r. – 17,8%.  Porównanie wyników tych badań przekonuje, że przetwory konopi przestają być atrybutem młodości i odważnie wkraczają w świat osób dojrzałych, a nawet osób zbliżających się do wieku emerytalnego. Rozpowszechnienie najsilniej wzrosło w starszych grupach wiekowych. Odsetki użytkowników wśród osób w wieku 45-64 lata wzrosły ponad dziesięciokrotnie, z 0,2% do 2,5%. 

Porównania wyników badań w Polsce i w innych krajach europejskich sugerują, że wprawdzie pod względem rozpowszechnienia okazjonalnego używania przetworów konopi dogoniliśmy czołówkę europejską, to pod względem rozpowszechnienia wzorów bardziej intensywnego używania tej substancji pozostajemy daleko w tyle. Wydaje się, że Polska, podobnie zresztą jak Czechy, znajduje się we wstępnej fazie narastania problemu. Przetwory konopi zdobywają popularność, wielu podejmuje próby ich używania, jednak większość zachowuje ostrożność, nie wkraczając w fazę częstego, regularnego używania.  

Używanie innych substancji nielegalnych jest znacznie mniej rozpowszechnione, nie wykazuje tendencji wzrostowej. 

Najnowszym zjawiskiem w obszarze substancji psychoaktywnych jest problem tzw. „dopalaczy” (smart drugs, legalhighs). Pojawił się on w Europie w połowie poprzedniej dekady. W Polsce zaczął narastać w drugiej połowie poprzedniej dekady. Problem dopalaczy rozwijał się na styku świata substancji legalnych i nielegalnych. „Dopalacze” oferowane są w większości krajów europejskich, a także w internecie. Wszędzie problem ten jest przedmiotem troski władz i zaniepokojenia społecznego. Nasza wiedza na temat dopalaczy jest wyrywkowa, zarówno w wymiarze farmakologicznym, jak społeczno-kulturowym. Brak nawet precyzyjnej naukowej definicji „dopalaczy”.

„Dopalacze” określić można jako preparaty zawierające w swym składzie substancje psychoaktywne nie objęte kontrolą prawną. Niektóre z nich są pochodzenia roślinnego, inne – syntetycznego. Dopalacze w zasadzie cieszą się statusem legalności, jednak obrót nimi odbywa się na zasadach pewnego wybiegu, stanowiącego ominięcie prawa. W Polsce, jeszcze do października 2010 r., „dopalacze” sprzedawane były jak produkty kolekcjonerskie, w innych krajach sprzedawane bywają jako kadzidełka, sole do kąpieli, odświeżacze powietrza, itp. Zawsze opatrzone są informacją, że nie są przeznaczone do spożycia przez człowieka, co pozwala omijać przepisy o bezpieczeństwie produktów wprowadzonych do obrotu. Jednocześnie równolegle do oficjalnego statusu produktu reklamuje się go jako dostarczyciela niezapomnianych wrażeń.

Z używaniem „dopalaczy” wiąże się wiele zagrożeń. Są to nowe, nieprzebadane substancje przyjmowane wedle nowych nierozpoznanych wzorów. W efekcie brak doświadczeń z tymi substancjami zwiększa ryzyko powikłań zdrowotnych u użytkowników. Co do niektórych z tych substancji można przypuszczać, że są bardziej niebezpieczne niż ich nielegalne odpowiedniki, inne mogą się okazać całkiem niegroźne. W 2010 r. szpitale raportowały liczne przypadki zatruć,
w tym śmiertelnych. Zgłaszały też, że z powodu trudności w określeniu obrazu toksykologicznego używanych dopalaczy, utrudnione było niesienie pomocy osobom, które przedawkowały.

Analizy danych statystycznych lecznictwa oraz wyników badań zrealizowanych w ostatnich latach wskazują na co najmniej zahamowanie trendu wzrostowego narkomanii rozumianej jako uzależnienie od narkotyków. Zmieniają  się też wzory problemowego używania. W lecznictwie spotykamy coraz więcej osób uzależnionych od wielu różnych narkotyków, w tym zwłaszcza amfetaminy.  Obserwujemy natomiast spadek liczby problemowych użytkowników opioidów, w tym heroiny.  Środki z tej uchodzą za najbardziej niebezpieczne, ich używanie prowadzi szybko do uzależnienia, łatwo może dojść do przedawkowania, w przypadku przyjmowania ich w zastrzykach nie trudno o zakażenie HIV lub żółtaczką.  Na trend spadkowy wskazują zarówno dane statystyczne lecznictwa, jak  oszacowania bazujące na wynikach badan terenowych. Wprawdzie heroinistów coraz rzadziej spotykamy na ulicach polskich miast, to nadal szacuje się ich liczbę na ok. 15 000. Jeszcze w 2005 r. szacowano tę liczbę na 27 000. 

Do osób uzależnione od narkotyków skierowana jest szeroka oferta leczenia i rehabilitacji. Z leczenia ambulatoryjnego w 2011 skorzystało 31277 osób, zaś w placówkach stacjonarnych – 14 526 osób. Z leczenia substytucyjnego uzależniania od opioidów skorzystało w 2011 r. 2200 osób. Ta forma leczenia polegająca na podawaniu pod kontrola lekarza metadonu, który pełni rolę substytutu heroiny jest wedle wyników badań najbardziej skuteczna i jednocześnie najmniej bolesna dla pacjentów. Chociaż liczba uzależnionych objętych tą formą terapii systematycznie rośnie to jednak daleko jeszcze od zaspokojenia potrzeb. Można szacować, iż w Polsce z leczenia substytucyjnego korzysta ok. 10-20% uzależnionych od opioidów. W takich krajachjak Niemcy, Włochy, Luksemburg, gdzie ta forma leczenia jest bardziej rozwinięta odsetek ten przekracza 50%. To pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w naszym kraju.

W ofercie pomocy osobom uzależnionym słabym punktem jest też pomoc socjalna.  O ile osoby uzależnione od alkoholu po odbytym leczeniu mogą liczyć na miejsce w domach pomocy społecznej stworzonych specjalnie dla tej kategorii potrzebujących, to osoby wychodzące z uzależniania od narkotyków są w zasadzie zdane tylko na siebie.