Takie emocje nie są jednak zarezerwowane wyłącznie dla samych sportowców. Udzielają się one także tym, którzy jedynie samo widowisko oglądają, i to niezależnie od tego, czy na trybunach wielotysięcznego stadionu, czy w domu przed telewizorem. Jak to się dzieje, że nawet najbardziej opanowany i powściągliwy na co dzień facet pozwala sobie podczas oglądania meczu na takie niekontrolowane wybuchy emocji?

Każdy kibic w jakimś stopniu identyfikuje się z drużyną czy zawodnikiem, którego dopinguje. Jego reakcje emocjonalne uzależnione są od stopnia identyfikacji z wybraną grupą. Im silniejsza więź pomiędzy kibicem a drużyną/zawodnikiem oraz im ważniejsze wydarzenie, tym i narastające emocje będą przeżywane w sposób bardziej ekspresyjny. Co ciekawe, między widzami dochodzi do pewnego ujednolicenia przeżywanych emocji. W takich sytuacjach społecznych już nie mówimy tylko o indywidualnych emocjach, ale o emocjach międzygrupowych. Skąd to wynika? Przebywając w grupie obserwujemy jak inni przeżywają każdą akcję w meczu, każdą potencjalną szansę na odniesienie zwycięstwa. To sprawia, że wręcz zarażamy się emocjami od osób nas otaczających, czy też od samych sportowców. Te same gesty, podobna mimika twarzy. Dajemy się ponieść atmosferze i … naśladujemy innych. Dodatkowo, będąc częścią grupy zobowiązujemy się do przestrzegania obowiązujących norm. Kibicowanie daje bezpieczną przestrzeń do ekspresyjnego wyrażania swoich emocji. Wręcz taka forma spontanicznego reagowania jest często niepisaną regułą obowiązującą w grupach kibiców, zresztą do których z przyjemnością się stosujemy i dajemy się porwać emocjom.

Co ważne, kibicowanie ma realny wpływ na nasze funkcjonowanie. Niektórzy z nas doświadczają fizjologicznych zmian w trakcie oglądania rozgrywek sportowych. Nie tylko skacze nam ciśnienie, ale dochodzi wręcz do zmian hormonalnych. Po zwycięstwie u mężczyzn znacznie wzrasta poziom testosteronu, podczas gdy porażka doprowadza do równie gwałtownego spadku tego hormonu. Po drugie, po sukcesie mamy tendencję do silniejszego identyfikowania się z zespołem, co objawia się w mówieniu „my wygraliśmy”. Dzięki temu trochę chwały może spaść i na nas. Pławiąc się w cudzej chwale, nie tylko prezentujemy się innym jako bardziej atrakcyjni, ale równocześnie podnosimy swoją samoocenę. Zaczynamy patrzeć także optymistyczniej na siebie i swoje możliwości. W rezultacie, kibice sportowi rzadziej cierpią na depresję i poczucie osamotnienia w przeciwieństwie do ludzi niezainteresowanych sportem. Deklarują lepsze samopoczucie i wyższy poziom ogólnego szczęścia. Pamiętaj o tym, gdy następnym razem będziesz się wahać czy wybrać się na mecz Twojej ulubionej drużyny. W końcu to nie tylko mecz!

Przeczytaj więcej na: www.psycholog-sportu.com