Jakie są główne bariery w leczeniu pacjentów z SM, które widzi Polskie Towarzystwo Stwardnienia Rozsianego? Jest ich kilka, ale wszystkie sprowadzają się do zwiększania w Polsce odsetka leczonych pacjentów z SM. Pod tym względem jesteśmy jednym z najgorszych państw w Europie. Szacuje się, że w naszym kraju leczonych jest ok. 15 proc. pacjentów, tymczasem w krajach, które zamożnością są na podobnym poziomie, czyli np. Czechy i Słowacja, jest to 20 proc., a w zamożnych takich jak Niemcy to ok. 40 proc. U naszych południowych sąsiadów pacjent musi rozpocząć leczenie nie później niż miesiąc po rozpoznaniu SM. W Polsce wykonanie wszystkich badań potrzebnych w diagnostyce SM zajmuje często rok, a potem trzeba jeszcze czekać wiele miesięcy na włączenie do programu lekowego.

Przyczyna tych wszystkich problemów z leczeniem i diagnozowaniem w Polsce SM bierze się przede wszystkim z braku funduszy na leczenie pacjentów z SM, ale także ze złej alokacji środków np. w jednym województwie – gdzie chorych jest mniej – na włączenie do programu lekowego, czeka się krócej. Kolejnym powodem problemów jest brak rejestru wszystkich chorych na SM w Polsce. Szacuje się, że to 30-50 tysięcy osób, ale pomiędzy 30 tysięcy a 50 tysięcy jest ogromna różnica. Dlatego administracji publicznej nie udaje się dokładnie oszacować, ile musi co roku wydawać na leczenie SM, a także, któremu województwu powinno być przyznane więcej środków. To powoduje swego rodzaju błędne koło – lekarze domagają się środków na leki, a państwo nie jest w stanie oszacować, ile będzie to kosztować.

Dochodzimy już do momentu w terapii SM, w którym staramy się dostosować terapię do potrzeb pacjenta nie tylko jeśli chodzi o rodzaj leku, ale także jego sposób i częstotliwość podawania. W Polsce na razie nie ma szans na taki wybór właśnie z uwagi na brak dostępu do wielu środków.