Jakiś czas temu mogliśmy zobaczyć Twoje zdjęcia sprzed 10 lat. Nie da się ukryć, że bardzo się przez ten czas zmieniłeś. Co wywołało w Tobie chęć zmiany?

Choroba – nadczynność tarczycy, która w wyniku podania zbyt dużej dawki jodu radioaktywnego, zmieniła się w niedoczynność. Kiedy po kilku latach stan zdrowia się ustabilizował, wiedziałem, że chcę zacząć nowy etap w życiu. W trakcie choroby koledzy często mnie wyśmiewali – byłem wtedy bardzo chudy, więc przezwisko „kościotrup” bardzo szybko do mnie przylgnęło. Może dziś wydawać się to śmieszne, ale wtedy naprawdę siebie nie lubiłem. Nie czułem się pewnie i nie wierzyłem w siebie w ogóle.

Od czego zaczęła się Twoja przemiana? Jak wyglądały Twoje początki prowadzenia zdrowego trybu życia?

Zaczęło się od ćwiczeń w domowej „siłowni”. Nie był to profesjonalny sprzęt. Wszystko zrobione z pomocą braci i taty ze starych części mechanicznych, kół zębatych, o które nie trudno było na wsi. Sprzęt to jedno, ale najtrudniejszym było nauczenie się wszystkiego od podstaw samemu. Moi rodzice nie byli majętni, więc nie było mowy o konsultacjach u dietetyka czy treningach z trenerem personalnym. Prawidłowej techniki wykonywania ćwiczeń czy ustalania idealnej dla mnie diety, musiałem nauczyć się sam. I nauczyłem się, na naprawdę wielu błędach okupionych złością, żalem, kontuzjami…

Czy miałeś momenty kryzysowe, w których chciałeś odpuścić?

Momenty kryzysu pojawiały się niejednokrotnie. Zazwyczaj wtedy, kiedy okazywało się, że po trzech miesiącach trzymania ścisłej diety i robienia treningów pięć razy w tygodniu, w ogóle nie przybywało mi masy mięśniowej. Dziś już wiem, że wynikało to ze złej techniki i złego zbilansowania diety. Ale nigdy nie odpuściłem. Jestem z tych, którzy podejmując działanie, nie spoczną, póki nie osiągną zamierzonego celu. Poza tym, nie oszukujmy się, ciężko jest żyć bezustannie pod dyktando treningów z zachowaniem diety, kiedy większość rówieśników korzysta w pełni z młodości. Starałem się to łączyć, ale potrzeba zmiany była we mnie tak duża, że zazwyczaj rezygnowałem z przyjemności na rzecz pracy nad sobą. Z czasem zauważyłem, że zmiana stylu życia zmieniła nie tylko moje ciało, ale też mnie. Zacząłem być bardziej pewny siebie, uwierzyłem, że mogę osiągnąć wszystko.

 

Rafał Maślak: Z czasem zauważyłem, że zmiana stylu życia zmieniła nie tylko moje ciało, ale też mnie. Zacząłem być bardziej pewny siebie, uwierzyłem, że mogę osiągnąć wszystko.
Fot.: Agata Serge

 

Jak radzisz sobie ze swoją tarczycą? Jaką radę dałbyś osobom, które zmagają się z podobnymi schorzeniami?

Mimo że muszę do końca życia brać leki regulujące pracę tarczycy, nie czuję się osobą chorą. Funkcjonuję normalnie, nie użalam się nad sobą i nie szukam wymówek. Działam, żyję aktywnie, regularnie odwiedzam lekarza i robię badania kontrolne. Teraz, kiedy trenuję do programu „Dance, Dance, Dance” kilkadziesiąt godzin tygodniowo, zwracam więcej uwagi na regenerację. To jeden z najważniejszych elementów w zachowaniu zdrowia podczas dużego wysiłku.

Czy wiadomość o tym, że będziesz tatą zmieniła Twoje podejście do życia? Czy coś przewartościowała?

Początkowo myślałem, że nie. Im bliżej pojawienia się na świecie naszego synka, tym więcej mam wątpliwości i pytań… Czy dam radę? Jak to wszystko będzie? Czy będę dobrym ojcem? Ale takie pytania zadaje sobie chyba każdy rodzic. Staram się nie zaprzątać sobie głowy wątpliwościami. Śmiejemy się z moją żoną Kamilą, że nasz synek sam szybko pokaże nam, jak będzie wyglądało nasze rodzicielstwo i życie przez najbliższe miesiące, lata. Wierzę, że będzie dobrze. Najważniejsze, żeby dziecko było zdrowe, a Kamila miała możliwość odpoczynku. Zrobię wszystko, żeby stanąć na wysokości zadania.