Co trzeci Polak usłyszy w swoim życiu to rozpoznanie. Rak zawsze budzi grozę, często gniew, rozpacz i niedowierzanie. Większość osób dotkniętych chorobą zadaje sobie pytanie: „dlaczego właśnie ja”? Rak nie jest ”dopustem bożym”, zawsze ma jakąś przyczynę, często dość łatwą do zidentyfikowania.

Najbardziej typowy przykład: w Polsce umiera rocznie na raka płuca około 21 tys. osób; 90% 
z nich to nałogowi palacze tytoniu. Spośród pozostałych 10% połowa to ofiary tzw. „biernego palenia”, tj. przebywania w zadymionym mieszkaniu lub (na szczęście coraz rzadziej) w miejscu pracy. Trzeba mieć zatem wyjątkowego pecha, aby nie paląc zachorować na ten nowotwór. To samo dotyczy nowotworów gardła, krtani, jamy ustnej i jeszcze kilkunastu innych, w których dym tytoniowy stanowi udowodnioną przyczynę zachorowania. Można uprawiać myślenie życzeniowe („przecież to inni chorują, ja jestem zdrowy”, mój dziadek palił i dożył sędziwego wieku”), ale fakty są bezlitosne: każdy papieros to kolejna dawka śmiertelnej trucizny, a każdy dzień odłożenia decyzji o zaniechaniu nałogu jest dniem straconym.

Około 2/3 wszystkich nowotworów ma przyczynę w nas samych. Oprócz palenia należą do nich nieodpowiednia dieta i brak ruchu (a w konsekwencji nadwaga), nadużywanie alkoholu, nadmierne opalanie czy nieprzestrzeganie bezpiecznych warunków pracy.  To są czynniki, z którymi można 
i trzeba sobie poradzić.

Oprócz rozsądnego stylu życia 
i diety warto pamiętać o badaniach przesiewowych, które pozwalają wykryć stan przedrakowy lub raka 
w bardzo wczesnych, bezobjawowych stadiach rozwoju. W Polsce od kilku lat realizowane są masowe badania mammograficzne w kierunku raka piersi i badania cytologiczne wykrywające raka szyjki macicy. Coraz większy zasięg mają także badania kolonoskopowe pozwalające wykryć raka jelita grubego lub usunąć zmiany, z których może się rozwinąć nowotwór. Te badania na świecie ratują życie tysiącom ludzi, a często dodatkowo pozwalają im uniknąć okaleczających operacji. W Polsce nadal zbyt wiele osób nie chce z nich skorzystać, choć są bezpłatne. Nie można też lekceważyć objawów, które mogą być pierwszym sygnałem rozwijającego się nowotworu, a wątpliwości może rozstrzygnąć wyłącznie lekarz.

W powszechnej opinii rak jest chorobą dziedziczną, a niedawny przypadek Angeliny Jolie pogłębił to przekonanie. Tysiące kobiet zgłosiło się na badania genetyczne, chcąc się upewnić czy nie są nosicielkami złowrogiej mutacji. Na szczęście nowotwory o podłożu dziedzicznym występują rzadko, np. wśród ogółu raków piersi stanowią kilka procent. Poszukiwanie mutacji wśród zdrowych ludzi, zwłaszcza z rodzin, w których nie występowały zachorowania na nowotwory, jest niepotrzebne i może przynieść więcej szkód niż pożytku.

My, lekarze niewiele zrobimy 
w walce z rakiem, jeśli społeczeństwo nie będzie nas w tym wspierać. Możemy uratować coraz więcej chorych, ale mamy niewielki wpływ na to, jak ludzie dbają o swoje zdrowie. Na zmianę przyzwyczajeń 
i nałogów nigdy nie jest za późno, to często naprawdę niewielkie wyrzeczenie. Spróbujmy uczynić nasz kraj wzorem zachowań prozdrowotnych – wszyscy będziemy się lepiej czuli i unikniemy wielu nieszczęść. To się już w wielu krajach udało, dlaczego nie miałoby się udać i u nas?