edług wytycznych jednoczasowa chemioterapia i radioterapia jest leczeniem z wyboru u chorych na nieoperacyjnego NDRP w III stopniu zaawansowania. Zastosowanie jednoczasowej radio-chemioterapii wzbudza jednak często obawy zarówno wśród chorych, jak i wśród specjalistach prowadzących chorego. Jaka jest przewaga tej metody leczenia i jakie korzyści z jej stosowania może odnieść pacjent cierpiący na nieoperacyjnego NDRP w III stopniu zaawansowania? Czy w Polsce dostęp do jednoczasowej radiochemioterapii jest możliwy dla wszystkich pacjentów cierpiących na NDRP III stopnia?

Badania kliniczne udowadniają, że zastosowanie jednoczesnej radiochemioterapii jest najskuteczniejszą metodą leczenia, która może być stosowana u chorych cierpiących na NDRP w III stopniu zaawansowania, u których niemożliwe jest przeprowadzenie zabiegu chirurgicznego. Trzeba jednak podkreślić, że jej zastosowanie nie jest możliwe u wszystkich takich chorych. Niemożność ta wynika najczęściej ze stanu zdrowia pacjenta. Jednoczasowa radiochemioterapia to bardzo agresywna metoda leczenia – stan zdrowia chorego musi być dobry, wiele chorób współistniejących, na które często cierpią pacjenci w podeszłym wieku, niestety wyklucza pacjenta z możliwości podjęcia tej terapii. W badaniach populacyjnych przeprowadzonych w Holandii dowiedziono, że wśród chorych na NDRP w III stopniu zaawansowania tylko 40 proc. pacjentów może być poddanych leczeniu za pomocą jednoczasowej radiochemioterapii. Pozostali pacjenci są także leczeni radykalnie, ale radioterapia i chemioterapia nie jest stosowana jednocześnie lub chorzy są poddawani jedynie radioterapii, ponieważ chemioterapia jest dla nich zbyt obciążająca z powodu istnienia innych chorób, np. niewydolności nerek czy serca. Kolejną przeszkodą, którą w stosowaniu jednoczasowej radiochemioterapii napotykają lekarze jest ograniczony dostęp do nowoczesnych metod diagnostycznych. Jednoczasowa radiochemioterapia jest metodą agresywną, podczas jej stosowania istnieje większe ryzyko powikłań, w związku z tym radioterapeuta musi ograniczyć obszar napromieniania (zgodnie z rzeczywistym stanem zaawansowania choroby). Aby dokładnie określić obszar napromieniania lekarz powinien dysponować szczegółową diagnostyką – niezbędne jest tu badanie PET-TK, na które obecnie w Warszawie pacjent musi czekać około 2 miesięcy. W takiej sytuacji lekarz staje przed wyborem – może czekać dwa miesiące i zastosować jednoczasową radiochemioterapię, musimy jednak pamiętać, że u pacjenta podczas czekania na to badanie i rozpoczęcie leczenia rozwija się choroba lub zastosować leczenie sekwencyjne, które przyniesie choremu większą korzyść, niż czekanie na badanie bez podjęcia żadnej terapii.

Sami pacjenci w moim doświadczeniu nie mają obaw przed jednoczasową radiochemioterapią. Oczywiście podstawą do rozpoczęcia terapii jest przeprowadzenie rozmowy z pacjentem, poinformowanie go o planowanym przebiegu leczenia, możliwych skutkach ubocznych, ale także o szansie jaką daje jej zastosowanie. Rzetelna informacja i przede wszystkim empatyczne podejście do chorego prawie zawsze pomaga pacjentowi podjąć właściwą decyzję o wyborze leczenia.

Na jakie bariery i przeszkody napotykają pacjenci poddawani jednoczesnej radiochemioterapii? Jakie rozwiązania systemowe są potrzebne, aby ułatwić chorym dostęp do tej metody leczenia?

Obecnie nie widzę problemów systemowych, które uniemożliwiałyby chorym dostęp do jednoczasowej radiochemioterapii, może poza poprawą dostępności do właściwej diagnostyki, o czym mówiłam wcześniej. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, że w przypadku nowotworów płuc, terapia chorego może być rozpoczynana w szpitalach pulmonologicznych, w których pracują tylko lekarze onkolodzy, a brakuje w nich radioterapeutów. Pacjenci z postawionym rozpoznaniem poddawani są chemioterapii, ale nie mają dostępu do radioterapii – musi być ona przeprowadzona w innym ośrodku. Dlatego bardzo ważne jest, aby pacjent już od początku ścieżki diagnostycznej był pod opieką wyspecjalizowanego ośrodka, który jest w stanie zapewnić mu kompleksowe, nowoczesne leczenie albo ośrodek, w którym nie ma wszystkich typów leczenia ściśle współpracował z ośrodkiem, który dysponuje potrzebnymi metodami leczniczymi. Zdarza się jeszcze czasem, że chory trafia do radioterapeuty już po przeprowadzonej chemioterapii – w takim momencie lekarz nie może rozpocząć u niego jednoczasowej radiochemioterapii, ponieważ pacjent już otrzymał jedną z tych 2 metod leczenia.

Czy radiochemioterapia jest bezpieczną metodą leczenia? Jakie powikłania może nieść za sobą zastosowanie tej metody leczenia? (czy jesteśmy przygotowani na zarządzanie takimi działaniami niepożądanymi?)

Radiochemioterapia jest metodą leczenia, która jak każde leczenie agresywne nie jest wolna od powikłań. Najbardziej niebezpiecznym powikłaniem wynikającym ze stosowania radioterapii jest popromienne zapalenie płuca, które dla pacjenta może skończyć się śmiertelnie. Zdarza się to jednak bardzo rzadko i umiemy je leczyć. Nie ma także dowodów naukowych, które mówiłyby, że połączenie radio- i chemioterapii zwiększa odsetek popromiennego zapalenia płuca, pod warunkiem, że w chemioterapii zastosuje się odpowiednie leki, które są obecnie standardem leczenia na całym świecie, a także w Polsce. Powikłaniem, które występuje znacznie częściej przy skojarzeniu obu metod leczenia jest popromienne zapalenie przełyku. Przełyk znajduje się w klatce piersiowej, dlatego jego część przeważnie jest w obszarze napromieniania, niestety nie jesteśmy w stanie tego uniknąć. Popromienne zapalenie przełyku może powodować u chorego dyskomfort, problemy z połykaniem pokarmów lub wywoływać objawy bólowe. Jest to jednak powikłanie, które po podjęciu odpowiedniej terapii jesteśmy w stanie całkowicie wyleczyć.