Zachorowanie na nowotwór jest punktem zwrotnym w ży
ciu każdego, kogo dotknęła ta choroba. Dawniej oznaczało najczęściej wyrok; obecnie – coraz częściej wyleczenie. Ten sukces ma jednak swoje uwarunkowania. Chory w zaufaniu powierza nam, lekarzom rzecz najcenniejszą – zdrowie, a często życie. My nie możemy go zawieść; musimy zapewnić profesjonalną pomoc na najwyższym poziomie. Dzięki wzrastającej świadomości społeczeństwa i badaniom przesiewowym coraz częściej wykrywamy nowotwory we wczesnych stadiach. Mimo ciągle zbyt małych środków przeznaczanych na ochronę zdrowia, dysponujemy coraz nowocześniejszymi i coraz skuteczniej-
szymi metodami leczenia. To jednak nie wystarczy.

Samotność chorego

Niejednokrotnie chory ma bowiem poczucie osamotnienia, sam musi się zmierzyć z fizycznym i psychicznym brzemieniem choroby.Do tego dochodzi stygmatyzacja nowotworem, który w świadomości wielu Polaków pozostaje nadal wstydliwą, nieuleczalną chorobą, o której nie wypada rozmawiać. W efekcie wielu chorych już w momencie rozpoznania rezygnuje z walki. Ci, którzy chcą ją podjąć, często sami muszą poszukać instytucji (najczęściej kilku), gdzie przeprowadzone będą badania diagnostyczne i kolejne fazy leczenia. Na każdym z tych etapów następują „straty” – w onkologii nieodwracalne. Ktoś zniechęcił się długim oczekiwaniem, ktoś inny otrzymał pomoc za późno lub od lekarza, który przecenił swoje możliwości, ktoś inny nie wytrzymał trudów leczenia. W takiej sytuacji jedynym „przyjacielem” chorego staje się internet, gdzie aż roi się od „niekonwencjonalnych” metod. Na ogół prostych, łatwych i znacznie przyjemniejszych od tego, co oferuje medycyna, ale często ostatecznie niweczących szansę na sukces.

Co można zmienić?

Trzeba rozpocząć wielką, społeczną akcję „odczarowywania” chorób nowotworowych. Trzeba przywrócić im normalny, a nie mityczny wymiar, zdjąć z nich odium, pokazać sukcesy. Trzeba zachęcić Polaków, aby sami zadbali o siebie, bo większość chorób nowotworowych związanych jest ze stylem życia i dietą, a wiele można wykryć w bardzo wczesnej fazie. Równocześnie trzeba stworzyć system, w którym chory będzie prowadzony „jak po sznurku”, gdzie będzie miał „zieloną falę”. W procesie rozpoznawania i leczenia nowotworu bierze udział szereg osób, ale jedna z nich musi skoordynować to wszystko, poprowadzić chorego za rękę, doradzić, pomóc rozwiązać trudności, a czasem po prostu wysłuchać. Trzeba także powiązać – obecnie zbyt porozrywane – wszystkie szczeble opieki onkologicznej – od profilaktyki i wczesnego wykrywania, poprzez diagnostykę i leczenie wspierane pomocą psychologa, po pełną rehabilitację. Jeśli cokolwiek w tym procesie zawiedzie, cała reszta się wali. W wielu krajach ta opieka odbywa się niemal „pod jednym dachem”; u nas trwa niekontrolowany proces powstawania małych, słabo wyposażonych jednostek, które nie mogą zapewnić właściwej, wielodyscyplinarnej opieki.

Chory, czy świadczeniobiorca?

Chory nie może być tylko „świadczeniobiorcą” – to odbiera mu upodmiotowienie. Musi się cały czas czuć bezpiecznie – nie może np. przeżywać udręki związanej z brakiem podstawowych leków, czy długim oczekiwaniem na leczenie – ono nie może być limitowane, bo tu chodzi o życie. Na żadnym etapie nie można mu odmówić skutecznego leczenia dolegliwości, zwłaszcza bólu, który odbiera wszystko. Poczucie bezpieczeństwa i minimum komfortu, to także odpowiedni czas poświęcony choremu przez lekarza, obecnie zasypanego stertą papierów, telefoniczna rejestracja w przychodni, uprzejma rejestratorka i poczekalnia z wystarczającą liczbą krzeseł. Z drugiej strony nie można „grać” chorymi mówiąc im, że są metody, które mogłyby uratować im życie, ale są one w Polsce niedostępne. To niegodne i najczęściej nieprawdziwe.

Czy to takie trudne?

Ta naprawa nie zrujnuje naszego budżetu. Przede wszystkim trzeba usunąć administracyjne bariery, lepiej zorganizować system i zracjonalizować działania. Na to trzeba głównie dobrej woli. Onkologia musi znaleźć priorytet w działaniach państwa, bo 
w perspektywie kilkunastu lat nowotwory staną się u nas pierwszą przyczyną zgonów. Naprawdę, najwyższy czas na onkologię!