W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że lepiej umierać za późno niż za wcześnie. Było to przy okazji kampanii, która miała przekonać Polki do regularnego badania piersi.

Do lekarza nie należy chodzić tylko wtedy, kiedy dzieje się już coś złego. O swoje zdrowie trzeba dbać przez całe życie, to jest wręcz naszym obowiązkiem. Chorobę, nawet poważną, ale wcześnie wykrytą można skutecznie wyleczyć, dlatego tak ważna jest profilaktyka oraz regularne badania.

Podczas jednego z takich rutynowych badań wykryto u Pani niewielki guzek. Pierwszą myślą jak się Pani o tym dowiedziała było...

Działać natychmiast. Pamiętam, że wynik mammografii, z którego wynikało, że mam niewielki guzek odebrałam rano, a już w południe byłam w Centrum Onkologii. To był Wielki Czwartek i dostanie się na wizytę było prawie niemożliwe. Lekarze wyjeżdżali już na Święta Wielkanocne. Po paru dniach pobrano mi wyciek do szczegółowych badań. Na wyniki biopsji czekałam 10 najdłuż
szych dni w moim życiu. Kiedy wyniki już nadeszły zaproponowano 
mi operacje. Natychmiast się zgodziłam. Na początku sytuacja nie wyglądała źle, ale po wycięciu 
i zbadaniu tego guzka okazało się, że to nowotwór złośliwy i konieczna jest druga operacja usunięcia fragmentów węzłów chłonnych. 
Na szczęście pierś uratowano.

To oznaczało drugą operację w niewielkim odstępie czasu. Nie przeszło Pani przez myśl, że coś może pójść nie tak?

Choroba nie jest jak egzamin na studiach, który można poprawiać, albo podejść do niego za rok. Nawet przez sekundę nie brałam pod uwagę możliwości, że nie uda mi się wyzdrowieć. Zawsze trzeba wierzyć w szczęśliwe rozwiązanie, bo gra toczy się 
o życie, które jest jedno.

Ale wiele kobiet, mając już negatywny wynik nie chce tego przyjąć do wiadomości, zwleka z rozpoczęciem leczenia, boi się, że będzie źle wyglądać, albo zakłada, że to już koniec...

Nie lubię się nad sobą użalać, nie czuję też potrzeby cierpiętnictwa. W przypadku, kiedy w grę wchodzi życie żarty czy płacze w poduszkę się kończą. Wtedy trzeba przygotować się na stoczenie walki na śmierć i życie, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek sentymenty.

A co powiedzieć tym osobom, które czują siębezradne wobec choroby?

Wiele zależy od tego, jaki dana osoba ma stosunek do samej siebie. 
Ja postanowiłam, że bardzo chcę żyć i zrobię wszystko, żeby tak było. Kiedy w grę wchodzi, aż tak wysoka stawka człowiek odkrywa w sobie taką siłę, jakiej by się wcześniej po sobie nie spodziewał. Dlatego starałam się być jak najmocniejsza psychicznie. Jeśli chce się wygrać z chorobą to trzeba sobie postawić cel- chcę pozbyć się jej ze swojego organizmu i zrobię wszystko co 
w mojej mocy, żeby tak właśnie się stało. Powtarzam, w takim starciu nie ma miejsca na bezradność czy czekanie i odkładanie wizyty u specjalisty a już broń boże liczenie na pomoc 
u znachora. Poza tym, wydaje mi się, że im bardziej się nad sobą rozczulamy, tym więcej energii nam umyka i przez to coraz słabiej radzimy sobie z chorobą.

Wspominała Pani w jednym z wywiadów, że bardzo pomogli Pani bliscy, którzy robili wszystko, żeby nie bała się Pani tego, co może się wydarzyć.

Po pomoc idzie się do lekarza, 
a wsparcie dostaję się od rodziny. Są ludzie, którzy nie chcą o nie prosić, ale nie uważam, że mają racji 
tego bo jeśli trzeba walczyć z chorobą, to wszystkimi dostępnymi środkami. Trudno byłoby mi poradzić 
sobie bez mojej rodziny czy przyjaciół, którzy szczególnie na początku, robili wszystko, żebym możliwie 
jak najszybciej przestała się bać. 
Niestety nie zawsze udaje nam się wygrać, bo choroba bywa czasem silniejsza od naszej fizycznej 
i psychicznej siły, dlatego powtórzę jeszcze raz: bądź uważne i re-
gularnie obserwujmy i kontrolujmy nasz organizm.