Mocno narażeni na choroby serca są pacjenci z cukrzycą. Szczególnie mogą borykać się z chorobami tętnic, również wieńcowych. Cukrzyca to jedna z przebiegłych chorób cywilizacyjnych, która przyspiesza proces miażdżycowy ułatwiając tworzenie się blaszki miażdżycowej w tętnicach wieńcowych, co utrudnia przepływ krwi w naczyniach. Naczynia te są odpowiedzialne za odżywianie mięśnia sercowego, a przez obecność blaszki miażdżycowej działają gorzej.

– Cukrzyca zwiększa ryzyko wystąpienia zawału. Przy okazji tej choroby rozwija się proces miażdżycowy w tętnicach wieńcowych, co w konsekwencji prowadzi do poważnej choroby wieńcowej. Ryzyko chorego z cukrzycą jest porównywalne do pacjenta, który nie ma cukrzycy, a przebył już zawał serca, a więc jest duże – tłumaczy prof. Leszek Bryniarski, dyrektor warsztatów EURO CTO w Krakowie.

Okazuje się, że w tym postępowaniu ważny jest też czas. O zniszczeniach naczyń krwionośnych decyduje to, jak szybko cukrzyca zostaje wykryta – zdiagnozowana, i kiedy wprowadzone jest leczenie. Jeśli nastąpi to zbyt późno, wiąże się to z poważnymi powikłaniami naczyniowymi, co w efekcie może prowadzić do rozwoju m.in. stopy cukrzycowej. Jest to silne przyspieszenie miażdżycy w tętnicach obwodowych – tętnicach dolnych. Takie powikłanie często kończy się amputacją stopy lub nawet całej nogi.

– Jak wiemy, amputacje wcale nie wydłużają życia cukrzyków, co więcej, zdarza się, że żyją oni krócej niż pacjenci, którzy uniknęli amputacji. Pewne i ważne jest jedno – im wcześniej wykryjemy cukrzycę, tym większe prawdopodobieństwo uniknięcia poważnych powikłań, którymi są stopa cukrzycowa czy zawał serca. Wiemy, że zaburzenia glikemii, tzw. popularnie stany przedcukrzycowe, jak i sama cukrzyca, są często stwierdzane zarówno u chorych ze stabilną chorobą wieńcową, jak i ostrymi zespołami wieńcowymi. W badaniach prowadzonych w naszej Klinice wykazaliśmy, że chorzy, którzy mają wysokie wartości glikemii w czasie zawału, mają znacznie większe ryzyko rozwoju cukrzycy w ciągu kilku lat po zawale – stwierdza prof. Bryniarski.

Śmiertelnym zagrożeniem dla większości pacjentów diabetologicznych jest początkowy brak ewidentnych symptomów choroby wieńcowej. Takimi symptomami są np. klasyczne bóle dławicowe mówiące o niedokrwieniu. Często choroba przebiega bez objawów i niestety dopiero zawał serca może być jej pierwszym objawem.

Statystyki są nieubłagane. Specjaliści uważają, że ponad połowa chorych z cukrzycą będzie miała w przyszłości poważny epizod niedokrwienny, czyli zawał serca, bądź udar mózgu. Ci pacjenci muszą być leczeni w sposób interdyscyplinarny. Wiadomo, że pacjentem z cukrzycą i problemami kardiologicznymi musi się zajmować zarówno diabetolog, jak i kardiolog, i to w ścisłej współpracy.

– Kardiolodzy muszą wiedzieć, jak leczyć cukrzycę, bo skupianie się na leczeniu samej miażdżycy będzie nieskuteczne. Trzeba pamiętać, by właściwie leczyć cukrzycę, która tę miażdżycę przyśpiesza – przekonuje prof. Bryniarski.

Dziś konieczne jest leczenie pacjenta interdyscyplinarnie – czyli szukanie powiązań między chorobami. Takie rozwiązanie jest najlepsze dla diabetyków z chorobami układu krążenia.

Materiał powstał we współpracy z Radiokliniką oraz Eleven Zett Production.