Panie Profesorze, kardiologia interwencyjna w Polsce stoi na światowym poziomie. Co zrobić, żeby wykorzystać ten potencjał i jeszcze skuteczniej leczyć pacjentów i obniżać wciąż wysoką śmiertelność wśród pacjentów w kolejnych latach po przebytym zawale serca?

To prawda, leczymy zawały serca tak samo dobrze jak Niemcy, Holendrzy czy Szwajcarzy. Pozostałe kraje europejskie nie mogą się pochwalić takimi wskaźnikami śmiertelności w świeżym zawale serca, taką powszechnością procedur kardiologii inwazyjnej, jak wymienione kraje i Polska. To prawdziwy cud, że przy tak marnym finansowaniu ochrony zdrowia, udało się w Polsce stworzyć jedną z najnowocześniejszych sieci leczenia zawałów serca w Europie. Problemem jest rzeczywiście opieka poszpitalna nad pacjentami ze świeżym zawałem serca i innymi formami ostrych zespołów wieńcowych (OZW).

Co należy zrobić, aby zwiększyć efektywność opieki poszpitalnej pacjentów z OZW?

Poprawić system ambulatoryjnej opieki wysokospecjalistycznej – elementu traktowanego przez płatnika po macoszemu od wielu lat. Zwiększyć nakłady na rehabilitację kardiologiczną, diagnostykę echokardiograficzną, elektrokardiograficzną, a przede wszystkim zapewnić chorym optymalne leczenie farmakologiczne po wyjściu ze szpitala.

Na czym polega to optymalne leczenie farmakologiczne chorych po przebytym zawale serca?

Podstawowymi elementami farmakoterapii po przebytym zawale serca jest przyjmowanie przez rok dwóch leków przeciwpłytkowych, statyn, inhibitorów konwertazy angiotensyny i beta-adrenolityków. Niestety, Polska jest już jednym z ostatnich krajów, gdzie nie są refundowane nowoczesne, lepsze, zapewniające mniejszą umieralność pozawałową leki przeciwpłytkowe (tikagrelor, prasugrel). Wielu chorych po zawale może mieć również wskazania do przyjmowania nowoczesnych i bezpiecznych doustnych leków przeciwkrzepliwych (dabigatran, riwaroksaban, apiksaban). Polska to również jeden z ostatnich krajów w Europie, który nie refunduje tych leków w migotaniu przedsionków. Dla chorych z OZW, kilka europejskich państw zdecydowało się na refundację nowego leku cytoprotekcyjnego – poprawiającego metabolizm serca, zmniejszającego ryzyko napadów arytmii – ranolazyny. Także tutaj naszym pacjentom rzuca się kłody pod nogi. Całkiem niedawno, 24 listopada 2014, Agencja Oceny Technologii Medycznych opowiedziała się za nierefundowaniem tej terapii u chorych po OZW. Polska staje się powoli skansenem farmakoterapii kardiologicznej, co jako kardiolog i specjalista farmakologii klinicznej z bólem stwierdzam.

Jak wygląda dostęp polskich pacjentów do wymienionych przez Pana nowoczesnych leków?

Dostęp mają tylko Ci, których na to stać. A wymienione przez mnie leki kosztują bez refundacji kilkaset złotych miesięcznie za każdy lek. Czas już zaoszczędzone w mechanizmie obowiązującej ustawy refundacyjnej środki finansowe przeznaczyć na refundację nowych leków w chorobach układu krążenia. To właśnie obiecywano pacjentom w momencie, gdy wchodziła ta ustawa. Apelujemy do Pani Premier – lekarza – aby przypomniała o tym Ministrowi Zdrowia.