lanowane do 2025 roku zwiększenie wydatków na służbę zdrowia w Polsce do poziomu 6 proc. PKB nie poprawi znacząco sytuacji pacjentów, jeśli nie podniesiemy jakości usług medycznych i nie oprzemy wydatków o rzetelne i aktualne dane, a także nie włączymy do sieci szpitali placówek prywatnych – apelował podczas X Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który odbył się w dniach 14-16 maja 2018 w Katowicach, prof. Paweł Buszman, Prezes American Heart of Poland.

Wśród poruszanych w dyskusji podczas sesji pt.: “Finansowanie systemów ochrony zdrowia – przegląd rozwiązań, rekomendacje” tematów znalazły się m.in. kwestie finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce, w tym udział wydatków prywatnych na leczenie, a także zagadnienia związane z modelami finansowania opieki zdrowotnej oraz komercyjnym rynkiem ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. Największe emocje wzbudziła jednak kwestia jakości świadczonych usług i właściwej ich wyceny.

Statystyki pomogą w ocenie jakości?

Do 2025 roku nakłady na ochronę zdrowia w Polsce mają wzrosnąć do poziomu 6 proc. polskiego PKB. Między innymi od właściwej wyceny świadczeń medycznych oraz stworzenia systemu oceny szpitali na podstawie rzetelnych danych statystycznych zależy to, jak efektywnie środki te zostaną wydane. W przeciwnym razie czeka nas pogorszenie się, i tak już złych, statystyk.

– Wydamy te pieniądze, pytanie tylko, czy dobrze? Już teraz NFZ i AOTMiT dysponują medycznymi bazami danych, jednak decydenci nie korzystają z nich, swoje decyzje opierając na niejasnych przesłankach – przestrzegał poseł Andrzej Sośnierz, Zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia.

Pierwszy kwartał 2018 był dla szpitali najgorszym od wielu lat. Nie ma już w Polsce niemal żadnego szpitala powiatowego z dodatnim bilansem finansowym – wyliczał Mariusz Wołosz, Wiceprezes Zarządu Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i dodawał, że powodem zadłużania szpitali nie jest to, że są źle zarządzane, a to, że nie otrzymują wystarczającego finansowania na świadczenia, które są od nich wymagane. Ciągle brakuje bowiem mechanizmu, który wskaże różnice w kosztach procedur między poszczególnymi szpitalami, także tymi powiatowymi, gdzie np. koszty pracy są zupełnie inne. Ponadto wyceny znaczącej części procedur medycznych są zaniżone. Przykładem może być obniżenie wyceny leczenia inwazyjnego niestabilnej dławicy, co w połączeniu z wykluczeniem tej choroby z katalogu świadczeń nielimitowanych, spowodowało wzrost liczby zawałów, wzrost liczby chorych z niewydolnością serca i stały wzrost liczby zgonów i wskaźników umieralności. Ofiarą złej taryfikacji padają nie tylko pacjenci, ale także placówki medyczne, jak na przykład warszawski Instytut Kardiologii, który nie wyrobił 8 proc. kontraktu. Dla placówki oznacza to około 20 mln złotych mniej na codzienne funkcjonowanie.

 

 

Z powodu złej taryfikacji cierpi kardiologia

Żeby porównywać między sobą szpitale najpierw należy oszacować ryzyko leczenia danego pacjenta – tłumaczył prof. Paweł Buszman, Prezes Zarządu American Heart of Poland. Można w tym celu wykorzystać, tak jak w przypadku pacjentów kardiologicznych, już istniejące rejestry, m.in. Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych – zwracał uwagę Buszman. W przypadku kardiochirurgii wykorzystuje się też skalę Euroscore, która uwzględnia m.in. wiek, płeć i stan zdrowia pacjenta. Na jej podstawie ocenia się tzw. ryzyko wstępne danego zabiegu kardiochirurgicznego, które następnie porównuje się z tzw. ryzykiem obserwowanym. Na podstawie danych, którymi aktualnie dysponuje NFZ, dzięki numerowi PESEL danego pacjenta, możemy prześledzić jego losy po wykonanym zabiegu – w tym np. przeżywalność, ilość dni hospitalizacji, historię dalszego leczenia. Pozwala to oszacować, czy podejmowane interwencje są skuteczne oraz jakie koszty generuje dla systemu dany pacjent. Niestety NFZ nie chce udostępniać tego typu danych – dodał Buszman.

– Między innymi z powodu braku systemu porównywania poszczególnych szpitali i jakości świadczonych przez nie usług, do sieci szpitali nie włączono Gdańskiego Centrum Sercowo-Naczyniowego, w ramach którego funkcjonował jeden z najlepszych oddziałów kardiochirurgii w kraju. Jego miejsce zajął publiczny szpital w Wejherowie, z dużo słabszymi wynikami. Obserwowany aktualnie gwałtowny spadek liczby procedur kardiologicznych, w tym koronarografii i koronaroplastyk, to właśnie wynik zamknięcia tego typu dużych i efektywnych ośrodków kardiologii inwazyjnej, połączonego z dramatycznym spadkiem wycen części procedur kardiologicznych. Wątpliwości budzi także sposób przyznawania szpitalom Akredytacji CMJ, która także ma znaczenie przy kwalifikacji szpitali do sieci szpitali. Część szpitali PAKS, choć spełniała kryteria, nie uzyskała Akredytacji – podkreślił prof. Paweł Buszman, Prezes Zarządu American Heart of Poland. A bez właściwej wyceny świadczeń medycznych nie możemy w ogóle mówić o jakości świadczonych przez szpitale usług – dodał Buszman.

Nie stać nas na niedofinansowanie ochrony zdrowia w Polsce

W efekcie wykluczenia z sieci szpitali poziomu sercowo-naczyniowego zlikwidowano w Polsce kilka bardzo dobrych oddziałów kardiologii inwazyjnej, kardiochirurgii i chirurgii naczyniowej – mówił Buszman. Pogorszyło to znacząco statystyki – liczba wykonywanych w Polsce koronarografii spadła w 2017 roku o 20 tysięcy, liczba angioplastyk wieńcowych natomiast zmniejszyła się o 10 tysięcy. Efekt to 16 tysięcy zgonów więcej. Liczba zawałów serca znacząco wzrosła, tylko dlatego, że w porę nie możemy podjąć interwencji u pacjentów ze stanem przedzawałowym. Powiększa się też grono pacjentów z niewydolnością serca, których rokowania są złe. Ponadto pacjenci ci, m.in. z powodu niezdolności do pracy, generują duże koszty dla budżetu państwa.

– Uniknęlibyśmy problemów ze złą taryfikacją świadczeń, jeśli w Polsce byłoby kilku płatników. Wtedy na pewno stworzyliby oni efektywny system wyceny świadczeń i porównywania jakości świadczonych usług między poszczególnymi placówkami medycznymi. Dobrym przykładem może być system holenderski lub niemiecki. Tymczasem w Polsce wyceny świadczeń są niższe niż w Rosji, Serbii czy Mołdawii. Zdecydowanie idziemy w złą stronę – podsumował prof. Paweł Buszman, Prezes Zarządu American Heart of Poland.

Prof. Buszman zwrócił też uwagę na to, że warto byłoby szerzej włączyć do systemu ochrony zdrowia w Polsce prywatne placówki. Aktualnie prywatne wydatki Polaków na leczenie wynoszą ponad 35 mld złotych rocznie i sięgają 33 proc. wszystkich wydatków na ochronę zdrowia w Polsce. Teza, że publiczny płatnik i publiczny szpital wystarczy i zaspokoi wszystkie potrzeby zdrowotne Polaków to mit i czysty populizm – podkreślił Buszman.

Pacjent w centrum uwagi

Ministerstwo Zdrowia chce stworzyć system, który odpowiadałby na potrzeby zdrowotne Polaków. W Ministerstwie trwają właśnie prace nad ustawą o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta. Równolegle do nich będą prowadzone prace nad stworzeniem dwóch rejestrów – statystycznego i epidemiologicznego. Do końca 2018 roku mają zakończyć się też prace nad nowym systemem raportowania finansowego dla szpitali. W jego tworzeniu wezmą udział zarówno eksperci od szacowania kosztów jak również pracownicy szpitali na co dzień raportujący dane finansowe. Chcemy, aby to pacjent był w centrum uwagi – podkreślał dr Zbigniew J. Król, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.