Kilka lat temu, dość niespodziewanie przeszedł Pan zawał serca. Czy miał Pan wcześniej objawy, które mogły wskazywać na problemy ze stronu układu krążenia?

Właściwie żadnych. Nie chorowałem, kilkanaście lat wcześniej przeszedłem migotanie przedsionków, ale potem już nic się nie działo. Nawet kiedy dużo pracowałem, nie czułem, że coś jest nie tak z moim sercem jest nie .

Aż nagle pojawił się ból?

Tak, właściwie pamiętam że chodziłem po ogródku z kieliszkiem wina, zajmowałem się drzewkami, wokół kręcił się mój syn i przyjaciel. Nagle poczułem silne drętwienie lewej ręki i ogromny niepokój, że coś niedobrego się ze mną dzieje. Ponieważ to nie przechodziło, zadzwoniłem do mojej partnerki, która tak się składa, że jest lekarzem i akurat była w szpitalu na dyżurze. Ona powiedział, że nie ma co czekać, bo to pewnie zawał i mam natychmiast przyjeżdżać na oddział. Na szczęście był ze mną przyjaciel, który mógł mnie zawieść bo mieszkam poza miastem. Tam szybko stwierdzono, że to rzeczywiście zawał i przewieziono mnie do innej placówki. Może w sumie minęło 1,5 godziny od momentu wystąpienia objawów do momentu kiedy położono mnie przy maszynie do wykonywania koronarografii, która bada przepływ krwi przez tętnice odpowiadające za ukrwienie serca.

Dowiedział się Pan potem co było przyczyną wystąpienia u Pana zawału serca?

Tak i nie był to tryb życia bo od dawna mieszkam poza miastem, w miarę zdrowo się odżywiam i od zawsze byłem usportowiony. Okazało się, że moja krew ma tendencję do tworzenia skrzeplin, o czym nie mogłem wiedzieć. Z tego samego powodu miałem zresztą potem zawał nerki.  Na dodatek okazało się, że mam płyn w worku osierdziowym, ale na szczęście jakoś udało się go pozbyć, ale jednak trochę czasu zajęło lekarzom, zanim znaleźli przyczynę moich problemów.

Czy musiał Pan zmienić tryb życia, aby dobrze funkcjonować po chorobie? Jak pokazują statystyki najwięcej pacjentów umiera właśnie w tzw. okresie poszpitalnym, czyli do ok. 1 roku od wypisania ze szpitala po przebytym zawale. Jak to było u Pana?

Pamiętam, że zawał miałem jakoś w czwartek, w poniedziałek wypisano mnie ze szpitala, a w środę czy czwartek miałem już występ. Nie czułem, że coś mi się stało czy coś mnie boli, więc nie widziałem powodów dlaczego mam nie wracać do pracy. Teraz oczywiście zwracam uwagę na to co jem, kontroluje poziom cholesterolu, ale nie zrezygnowałem np. zupełnie z wołowiny. Jem więcej ryb, ale je lubiłem od zawsze do tego owoce warzywa. Od dawna mieszkałem poza miastem, bo właściwie mentalnie jestem wieśniakiem i dobrze czuje się wśród pół i lasów. Pracuję wciąż tyle samo, zawsze uprawiałem dużo sportów i właściwie ich nigdy nie ograniczyłem. Wyjątkiem są narty, rzeczywiście jeździłem nieco mniej, ale teraz wracam już w pełni do formy. Podobnie w motocyklem, muszę przyznać, że teraz jeżdżę nawet więcej niż kiedyś.

Czy ma Pan jakieś powikłania czy pozostałości po chorobie?

Biorę leki, które pomagają mi utrzymać odpowiedni poziom cholesterolu, jakieś 3-4 tabletki dziennie. Poza tym, chyba zostało mi coś w psychice, że rzeczywiście może mi się coś stać i że nie jestem, a tak sądziłem, nieśmiertelny.