Jaką rolę w ochronie zdrowia zaczyna odgrywać telemedycyna, w tym telekardiologia?

Telemedycyna, a w tym także wspomniana telekardiologia, to z pewnością kierunek, w którym medycyna będzie się rozwijać. Diagnozowanie się w warunkach domowych poprawia znacząco komfort pacjenta. Teraz pacjent może przeprowadzać podstawowe badania w domu – nie musi brać wolnego w pracy, nie musi tracić czasu i energii na dojazd do lekarza i stanie w kolejce. To przełoży się na szybsze rozpoznawanie ewentualnych zagrożeń i zwiększenie szans w leczeniu. Równie istotnym aspektem popularyzacji badań domowych jest fakt, że osoby niewymagające na tym etapie pomocy specjalisty ułatwiają leczenie osób, które naprawdę tej pomocy potrzebują. Do specjalistów będą bowiem trafiać już tylko osoby naprawdę potrzebujący specjalistycznej porady i leczenia, ze zdiagnozowanymi nieprawidłowościami.

Medycyna zdalna z roku na rok zyskuje coraz większą popularność. Oprócz telekardiologii, normą powoli stają się domowe badania np. poziomu cukru, poziomu hormonów, wagi czy pomiary ciśnienia. W diagnozowaniu kołatań serca do tej pory czas postawienia diagnozy w tradycyjnym modelu badania sięgał 3 miesięcy. Dzięki długotrwałemu telemonitoringowi rytmu serca, skraca się on do zaledwie kilku dni. To korzystne zarówno dla jednostkowego pacjenta, jak i dla całego systemu opieki zdrowotnej. Można więc powiedzieć, że telemedycyna, w tym telekardiologia to optymalizacja zagadnień związanych z ochroną zdrowia.

Czy nie powinniśmy mieć obaw dotyczących wiarygodności takich urządzeń bądź skuteczności badań prowadzonych na własną rękę, często przez osoby niemające jakiejkolwiek wiedzy medycznej?

Nie mam wątpliwości, że korzystanie z tego typu urządzeń nikomu nie zaszkodzi. Są one bezpieczne i łatwe w użyciu, więc nie ma ryzyka, że osoba niedoświadczona przeprowadzi sobie błędnie badanie i np. w porę nie wykryje zagrożenia dla zdrowia. Wszystkie urządzenia przechodzą również specjalistyczne testy, więc każde urządzenie z odpowiednim certyfikatem gwarantuje skuteczność badania. Oczywiście, na rynku mogą pojawiać się urządzenia niespełniające pewnych standardów, ale tacy producenci nie otrzymają odpowiednich atestów i oznaczeń CE, więc szybko znikną z rynku.

Czy zalety telekardiologii dostrzega już państwo i ten dział medycyny może liczyć na jego wsparcie? Czy Narodowy Fundusz Zdrowia będzie refundował koszty związane z telekardiologią?

Narodowy Fundusz Zdrowia nie ma oporów jeśli chodzi o tego typu refundacje. Przez nasz parlament przeszła niedawno odpowiednia ustawa i teraz nic już nie stoi na przeszkodzie, by Fundusz wspierał finansowo telemedycynę. Badanie ‘TELEMARC’, które ostatnio przeprowadziliśmy na szerokiej grupie 2.000 pacjentów jasno pokazują, że telemedycyna działa i jest skuteczna. Powinniśmy brać przykład np. ze Stanów Zjednoczonych gdzie już przekonano się o efektywności kosztowej medycyny zdalnej. Skoro tam takie urządzenia są refundowane przez ubezpieczycieli, to znaczy, że jest to właściwa droga i powinniśmy podążać nią także u nas.

Jaką rolę w rozwoju telemedycyny i ogólnie nowinek technologicznych w tej dziedzinie życia odgrywają polscy inżynierowie i naukowcy?

Rola Polaków jest co raz większa. Nasi specjaliści odbierają wiele nagród za swoje dokonania w dziedzinie innowacji medycznych. Jesteśmy obecni na trudnym rynku USA, Chin czy Indii. Cieszy, że są to w pełni nasze urządzenia – zarówno pomysł, wykonanie jak i produkcja są polskie. Jako przykład warto przytoczyć historię firmy Medicalgorithmics – zaczęło się od polskiego inżyniera z pomysłem, a skończyło na giełdzie papierów wartościowych z kapitalizacją spółki na poziomie 700 mln zł. To nadal jest rynek z ogromnym potencjałem i możliwościami. Szkoda jedynie, że beneficjentami tych polskich urządzeń są głównie pacjenci w USA, a nie Polacy. I nie jest to kwestia finansów, a jedynie regulacji prawnych. Trzeba wymyślić odpowiednią formułę, by na geniuszu Polaków w pierwszej kolejności korzystali właśnie Polacy.