lu chorych w Polsce cierpi obecnie na choroby układu sercowo-naczyniowego?

Wciąż zbyt wiele – ponad połowa populacji ma podwyższony poziom cholesterolu, ok. 10 mln Polaków ma nadciśnienie tętnicze, ponad 1 mln – chorobę wieńcową. Co roku u 120 tysięcy osób występują ostre zespoły wieńcowe – zwały serca i niestabilna choroba wieńcowa. Szacuje się, że na niewydolność serca choruje 600-700 tys. osób, a w ciągu 25 lat przybędzie kolejne 250 tys. chorych. Istotnym problemem związanym z powszechnym występowaniem nadciśnienia tętniczego oraz rosnącą średnią długością życia, obecnie szacowaną w Polsce na 77 lata, jest migotanie przedsionków na które cierpi 400-500 tysięcy pacjentów. Migotanie przedsionków jest przyczyną 20 proc. z 60-70 tysięcy udarów mózgu występujących rocznie. Oczywiście powyższe dane są płynne – u jednego pacjenta mogą wystąpić wszystkie wymienione choroby i jak pokazuje praktyka kliniczna – nie jest to wcale rzadkie.

Powikłania chorób układu sercowo naczyniowego, takie jak zawał serca czy udar mózgu zabijają w Polsce częściej niż nowotwory. Ilu chorych rocznie umiera z ich powodu w naszym kraju.

Choroby układu krążenia odpowiadają za 45-50 proc. zgonów rocznie. Są to wskaźniki wyższe niż dla chorób nowotworowych. Aż 60 tys. pacjentów umiera z powodu niewydolności serca, 5 tysięcy z powodu zawału serca, a 30 tys. osób umiera z powodu udarów mózgu. Około 20-25 proc. zawałów kończy się zgonem w okresie przedszpitalnym.

W jakim wieku pacjenci w Polsce zazwyczaj zapadają na choroby serca? Czy częściej chorują mężczyźni, czy kobiety?

Najczęściej na choroby serca zapadają mężczyźni po 60 roku życia, a kobiety po 65-70 roku życia. Późniejsze występowania chorób serca u kobiet jest związane z ochronną rolą hormonów płciowych – estrogenów. Ale oczywiście w indywidualnych przypadkach zależy to od występowania i natężenia czynników ryzyka miażdżycy. Jeżeli wcześniej występuje nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, nie leczone są zaburzenia lipidowe i towarzyszy temu palenie tytoniu, to wiek zachorowania na zawał serca czy udar mózgu przesuwa się niebezpiecznie w dół – do piątej czy nawet czwartej dekady życia. Bardzo ważna jest też wczesna identyfikacja genetycznych obciążeń powikłaniami miażdżycy.

W ostatnich latach medycyna wykonała ogromny krok w stronę leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego, czy liczba chorych zmniejsza się, czy zwiększa obecnie w Polsce?

W medycynie dokonał się i dokonuje ogromny postęp w ratowaniu życia – skutecznym leczeniu zawału serca, udaru mózgu, zastawkowych wad serca, zaburzeń rytmu serca, niewydolności serca czy nadciśnienia tętniczego. To paradoksalnie powoduje, że chorych z chorobami serca przybywa, ponieważ żyją oni dłużej, wymagają dalszej opieki i leczenia oraz często kolejnych skomplikowanych i kosztownych zabiegów. Co roku przybywa około 100 tys. chorych po skutecznym leczeniu zawału serca wymagających kontynuacji terapii przeciwmiażdżycowej czyli prewencji wtórnej. Natomiast wciąż nie docenianym i nie w pełni realizowanym kierunkiem postępowania jest skuteczna profilaktyka. A to przede wszystkim zależy od nas samych, systemów opieki zdrowotnej i mediów. Takim światłem w tunelu jest spadek liczby osób palących tytoń, także dzięki wprowadzonym administracyjnym ograniczeniom dla palaczy oraz rosnąca świadomość w społeczeństwie znaczenia zdrowej diety i większej aktywności ruchowej. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wytyczyła ambitny globalny cel redukcji występowania i obciążenia chorobami sercowo-naczyniowymi o 25 proc. do roku 2025. Czy to się uda?

Lekarze stosują obecnie bardzo nowoczesne metody leczenia chorób serca, często nie potrzebują do tego nawet skalpela. Czy to możliwe, że za kilka lat będziemy w stanie całkowicie zapobiegać zawałom i udarom mózgu?

Niestety nie. Nie znikną czynniki ryzyka – palenie papierosów czy niezdrowe (przemysłowe) odżywanie z czym wiąże się epidemia otyłości , zaburzenia lipidowe, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze. Możemy starać się jak najbardziej ograniczać te zjawiska. Nigdy w historii nie było tak łatwego dostępu do taniej, wysoko przetworzonej żywności. Część zagrożonych osób z zasady nie lubi się leczyć, a wiemy, że wymienione choroby można kontrolować tylko we współpracy z pacjentem. Do tego dochodzi stres, przeciążenie pracą, inne problemy życiowe. Jeżeli pacjent nie zmieni stylu życia na bardziej prozdrowotny – nie zacznie się ruszać, nie zmieni diety, nie zaprzestanie palenia tytoniu, to nawet mimo przyjmowanych leków na zaburzenia lipidowe, cukrzycę czy nadciśnienie tętnicze grozi mu zawał serca czy udar mózgu. Sytuacja jest bardziej złożona , kiedy te problemy dotykają ludzi po zawale serca czy udarze – tutaj szerokie postępowanie terapeutyczne powinno być bardziej intensywne i szeroko zakrojone, a stawką jest zapobieżenie kolejnym zdarzeniom sercowo-naczyniowym i przedłużenie życia.