oraz więcej osób wakacje dzieli na krótkie tygodniowe lub nawet kilkudniowe wypady w różne rejony Polski, Europy czy świata. Staranne przygotowanie do takiego krótkiego urlopu poza domem pozwala naładować akumulatory na kolejny czas poświęcany pracy i innym obowiązkom. Niestety czasem powrót do domu łączy się z obecnością na głowach nieproszonych gości. Jak sobie wówczas radzić?

Przede wszystkim nie panikować. Wiele osób wstydzi się wszawicy i kiedy borykają się z tym problemem, nie chcą informować o nim otoczenia, bojąc się stygmatyzacji jako osoby brudnej. Tymczasem wszawica to taka sama przypadłość jak przeziębienie – każdy może „złapać wszy”. To problem dość powszechny zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Można zarazić się w zatłoczonym autobusie, tramwaju i pociągu, podczas imprez masowych, takich jak koncerty czy podczas pielgrzymek. Dzieci i młodzież ulegają zarażeniu przez bezpośredni kontakt podczas wspólnych zabaw. I nie jest to niczyja „winą”. Tak po prostu bywa i trzeba się zmierzyć z problemem i uporać się z chorobą jak najszybciej.

Stosowanie prostych zasad chroni przed zarażeniem, a przede wszystkim rozwojem wszawicy. Należy zachowywać właściwą higienę. To jednak nie tylko ogólnie rozumiana czystość. To także pewne nawyki zachowań, które należy poznawać i stosować od najmłodszych lat. W przypadku wszawicy nie wystarczy unikać bezpośredniego kontaktu (głowa przy głowie). Nie wolno pożyczać sobie grzebieni, szczotek, biżuterii do włosów, czapek, ręczników na basenie lub nad morzem. Wesz głowowa może przenosić się także pośrednio przez zarażoną pościel i tapicerkę, stąd istnieje możliwość, że nawet najbardziej czysty człowiek, jeżdżąc środkami komunikacji miejskiej czy podmiejskiej, może złapać wszy.

Jak rozpoznać wszawicę i jak sobie z nią poradzić? Największe skupiska gnid / wszy są za uszami, nad karkiem, na przedziałku, tam gdzie ciepło, bije puls. Najczęściej za uszami i nad karkiem pojawiają się dorosłe pasożyty, które wielkością i kształtem przypominają ziarno sezamu. Gnidy przywierają mocno do włosa, zwykle u jego nasady, i nie można ich strzepać jak np. łupież. W miejscu ukąszenia powstaje niewielkie swędzące i piekące zgrubienie. Trzeba pamiętać, że nie wolno się tam drapać. Paznokcie niszczą naskórek. Na takich otarciach mogą pojawić się bakterie lub grzyby, co czasem kończy się poważną chorobą skóry. W takim przypadku pomóc mogą tylko preparaty przepisane przez lekarza.

Stwierdziwszy obecność niepożądanych gości, należy nabyć w aptece jeden z wielu dostępnych bez recepty preparatów, naprawdę skutecznych. Mają one postać szamponu, pianki lub kremu nakładanego na włosy. Leczenie preparatem trzeba powtórzyć po mniej więcej 10 dniach. Dzięki temu zabijemy pasożyty, które wykluły się z jaj, ale jeszcze nie zaczęły się rozmnażać. Należy pamiętać, że używanie specyfików „profilaktycznie” jest niewłaściwe. Mogą uczulać czy spowodować powstawanie oporności na lek i skuteczność będzie mniejsza. Na pewno należy wybrać te, które mają dołączone do płynu/szamponu gęsty metalowy grzebyk. Po wymyciu głowy trzeba ją dokładnie wyczesać. Przejrzeć uważnie głowę, pasmo po paśmie i przeczesywać, bo grzebyk zbiera zarówno martwe wszy, jak i odrywane od włosa gnidy (czasem trzeba je ściągnąć z włosa palcami, bo tak mocno są przyczepione). Dlatego łatwo odróżnić gnidy od łupieżu, bo łupież z głowy po prostu „się sypie”. Ponieważ wyczesywanie jest pracochłonne i wymaga dużo cierpliwości,  często mamy zarażonych wszawica dzieci decydują się na skrócenie włosów córce lub ogolenie głowy chłopcu. Nie ma potrzeby ścinania włosów, jeśli cierpliwie z problemem powalczymy. Takie działania trzeba podejmować codziennie przez 7-14 dni (w zależności od informacji od producenta na etykiecie repelentu). Jeśli nadal na głowie będą znajdować się gnidy, należy zwrócić uwagę, gdzie są umiejscowione. Wesz składa jaja tuż przy skórze. Jeśli są przy skórze, to jest nawrót zakażenia, jeśli jaja są już jakiś centymetr od skóry, to ślad po starym zakażeniu, włosy przecież rosną i gnida odsuwa się od skóry.

Absolutnie nie wolno stosować u ludzi preparatów przeciw wszawicy przeznaczonych dla zwierząt - mają one bowiem niebezpieczne dla ludzi stężenia substancji czynnej!

Konsultacji lekarskiej wymaga na pewno zakażone dziecko, które nie ukończyło jeszcze dwóch lat, ma alergie lub astmę, czy wreszcie wszy pojawiły się na rzęsach i brwiach.

Pogoda (ciepło czy zimno) nie ma wpływu na pojawianie się wszawicy. Jednak zgłoszenia do inspekcji sanitarnej nasilają się zwłaszcza na początku roku szkolnego, po wakacjach, następnie po feriach świątecznych i zimą. Ten „sezon” na wszy to właśnie zauważalne zwiększenie występowania problemu w tych okresach. Wynika to z prostego faktu, że często dzieci, przebywając bez rodziców poza domem, nie mają wyrobionego nawyku lub umiejętności dbania o swoją osobistą higienę.

Wszawica, choć zaliczana do grupy inwazji pasożytami zewnętrznymi, nie znajduje się jednak w wykazie chorób zakaźnych stanowiącym załącznik do obowiązującej Ustawy z dn. 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. nr 234, poz.1570 z późn. zm.). W związku z powyższym przypadki wszawicy nie są objęte zakresem działania organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej i brak jest podstaw do wydania decyzji administracyjnej nakazującej np. dziecku z wszawicą wstrzymanie się od uczęszczania do placówki oświatowej w trybie określonym ustawą. Decyzja o pozostawieniu dziecka w domu do czasu usunięcia pasożytów zawsze należy do opiekunów prawnych / rodziców. Podczas kontroli sanitarnych szkół czy przedszkoli prowadzonych przez powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne inspektorzy mogą ustalić, czy problem wszawicy jest znany dyrektorowi placówki i jakie ewentualnie działania podjął. Jednak w świetle przywołanych wyżej przepisów Państwowa Inspekcja Sanitarna nie ma żadnych narzędzi prawnych do wymuszenia jakichkolwiek działań w tym obszarze. PSSE może natomiast wesprzeć taką placówkę w działaniach edukacyjnych skierowanych do rodziców, jak można skutecznie walczyć z wszawicą.

Aby wszawica została w miarę szybko wyeliminowana, potrzebna jest współpraca całej społeczności, w której wystąpi i pełnego zaangażowania wszystkich jej członków – w domu, w szkole, w przedszkolu - zarówno kadry pedagogicznej, jak i wszystkich rodziców. Tylko jednoczesne działanie dyrektora placówki wraz z nauczycielami i rodzicami może przynieść efekty w zwalczaniu wszawicy. Wystarczy jedno „oporne” środowisko domowe, żeby starania te nie przynosiły oczekiwanego skutku. Dyrektor placówki w przypadku stwierdzenia występowania u dzieci wszawicy powinien poinformować ich rodziców o konieczności wykonania wśród wszystkich domowników zabiegów leczniczych. Może również zorganizować działania edukacyjne na ten temat adresowane do rodziców i dzieci. W razie potrzeby – np. gdy zasięg występowania wszawicy jest duży ­– dyrekcja placówki może zwrócić się o wsparcie działań edukacyjnych do właściwej terenowo powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej i na pewno ją otrzyma. Problem w szkołach i przedszkolach dlatego czasem ciągnie się miesiącami, że rodzice, zamiast nawzajem się informować i współdziałać, unikają tematu albo wprost udają, że problemu nie ma. To są też niemałe koszty, przecież oprócz mycia głów specjalnymi preparatami trzeba odkazić cały dom, uprać wszystkie rzeczy, pościele, ubrania, oddać do pralni kapy. Osoby, których nie stać na zakup potrzebnych środków do zwalczenia wszawicy mogą ubiegać się o wsparcie finansowe w oparciu o pomoc społeczną.