Ostatnie dwudziestolecie bardzo zmieniło nasz styl życia. Stają przed nami nowe wymagania, musimy pracować szybciej, walczyć o lepszą pozycję w pracy. A to wszystko rodzi napięcie, zdenerwowanie, jednym słowem żyjemy w atmosferze stresu. Wypełniamy nasze obowiązki coraz lepiej, realizujemy coraz trudniejsze zadania. Ale w życiu za wszystko trzeba płacić. Nasze napięcie musimy jakoś rozładować. Takim powszechnie stosowanym sposobem jest „podjadanie słodyczy”, a wraz z upływem czasu poszerzamy zakres tych małych przekąsek; kawałek czekolady chociaż na chwilę przynosi nam ulgę, stajemy się zadowoleni, życie nabiera nowych barw. A co dzieje się później? Zjadamy coraz więcej słodyczy, przekąsek, pijemy słodkie napoje, bo przecież są bardzo smaczne. Brak czasu powoduje, że nie mamy możliwości rozważać, co zjeść i o której. Najprostszym sposobem jest konsumpcja posiłków typu „fast- food”; niedrogo, szybko, czujemy się najedzeni i dlatego znów pędzimy przed siebie. Jednak dopiero wieczorem znajdujemy chwilę czasu i siadamy do suto zastawionego stołu. Zbliża się godzina 22:00, a zatem czas do łóżka. Taki sposób życia musi prowadzić nas do otyłości lub nadwagi. Często zamiennie używamy obu tych wyrażeń, a naprawdę różnica jest znaczna. Aby samemu znaleźć odpowiedź na pytanie „Czy jestem gruba?” nie wystarczy spojrzeć w lustro. Polecam obliczenie samemu: wartości wskaźnika BMI (ang. body mass index). Określamy go bardzo prosto: ważymy się i mierzymy swój wzrost, a następnie dzielimy wagę w kilogramach przez wzrost wyrażony w metrach podniesiony do kwadratu. Np. Pani B. waży 80 kg, wzrost 170 cm, tj. 1,7 metra, dzielimy 80 kg – waga/1,72 m – wzrost podniesiony do kwadratu) i zaraz mamy odpowiedź czy mamy nadwagę, czy otyłość. BMI nie powinno przekraczać 25 kg/m²; od 25,0 do 29,9kg/m² to nadwaga, a wartości powyżej 29,9 kg/m², to już otyłość. W Polsce na ponad trzech dorosłych tylko jeden ma prawidłową masę ciała. Badania ogólnopolskie, np. NATPOL PLUS, wykazały, że ponad 1/3 dorosłych mieszkańców jest otyłych. A wyrażając to w liczbach – ponad 8 milionów osób cierpi z powodu tzw. Zespołu Metabolicznego, w skład którego wchodzi przede wszystkim otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, dyslipidemia. Należy pamiętać, iż 60 proc. chorych z nadciśnieniem jest otyłych, zaś cukrzyca typu 2, dotycząca najczęściej osób dorosłych, pojawia się u osób z nadwagą bądź otyłością.

Stajemy w obliczu epidemii otyłości. Tłumaczymy sobie, że to czynniki genetyczne są odpowiedzialne za nasza masę ciała. Rzeczywiście w 40 proc. geny mają swój udział w rozwoju otyłości, ale w 60 proc. otyłość zależy od nas samych. Duża ilość tkanki tłuszczowej prowadzi do uwalniania się tzw. cytokin, czynników hormonalnych. I tak np. leptyna, rezystyna podnoszą ciśnienie tętnicze krwi. Z kolei inny czynnik TNF-alfa przyczynia się do rozwoju cukrzycy. Otyłość prowadzi także do zaburzeń gospodarki lipidowej, przede wszystkim LDL-cholesterolu, który odpowiada za powstanie miażdżycy, a stąd już niedaleka droga do pojawienia się choroby niedokrwiennej serca i zawału. Rodzi się zatem pytanie –jak walczyć z otyłością? Są tu istotne dwa czynniki: mniej kalorii, a zatem konieczna jest współpraca z dietetyczką. Ustala ona indywidualne zapotrzebowanie kaloryczne. Drugi ważny element normalizacji masy ciała – to aktywność fizyczna, np. pływanie, tenis,  a przy braku innych możliwości – zalecamy 30-45 minut codziennego marszu. Zaś dla młodych otyłych osób polecam taniec, czyli zabawę, ale bez alkoholu. Tzw. drinki to tylko puste kalorie.