Jest Pani autorką książki „Pyszna zmiana”. Ta zmiana była nie tylko pyszna, ale wyśmienita, bo chodziło w niej o walkę o zdrowie i życie. 

Napisałam tę książkę, by podzielić się wiedzą, którą zdobyłam, a także po to, by moja historia mogła stać się inspiracją dla innych, którzy cierpią na podobne objawy jak ja. To może być dla wielu impuls do zmiany! Być może dzięki tej książce wiele osób inaczej spojrzy na meczące ich dolegliwości i trafi wreszcie na trop właściwej diagnozy. Miałam szczęście, ze spotkałam panią profesor Rydzewską, a także znakomitą dietetyk Agnieszkę Peksę i szefa kuchni Ewę Olejniczak. Zebrałam wiedzę przekazaną od nich i ułożyłam w trzy części książki. Podczas leczenia dowiedziałam się od nich tak wiele, że wydawało mi się wręcz obowiązkiem, by podzielić się zdobytą wiedzą z innymi.

Okazało się, ze pomogła Pani nie tylko sobie. 

Niedawno poszłam na badania kontrolne, a w recepcji centrum zdrowia zobaczyłam dwie panie z moimi książkami! Przyszły, bo przeczytały w książce o badaniach genetycznych. Bardzo się ucieszyłam, to był dla mnie najlepszy dowód na to, że warto było napisać tę książkę. 

Jednak Pani początki walki z chorobą były trudne. 

Odkąd pamiętam zawsze miałam problemy ze zdrowiem: chorowałam na astmę, często na przeziębienia, miałam kłopoty ze skórą, różne alergie, bolący brzuch.

W szpitalu dowiedziała się Pani, że organizm nie toleruje laktozy ani glutenu. Szok? 

Większym szokiem była dla mnie informacja, że mam poważną chorobę jelit, która wymaga leczenia i ostrożności przez całe życie. Wiadomość o tym, że nie toleruję glutenu i laktozy przyniosła mi raczej ulgę, bo znalazłam odpowiedź na pytanie, jakie produkty kompletnie wykluczyć z diety, żeby zacząć zdrowieć, nie chorować i lepiej funkcjonować. Już wcześniej intuicyjnie zaczęłam sama wykluczać te produkty z diety, po których źle się czułam.

W takiej sytuacji powinno się zacząć od badan krwi? 

Ci, którzy eliminują ze swojego jadłospisu pewne produkty i poddadzą się badaniom krwi, mogą otrzymać niejasny obraz. Jedyną stuprocentowo rzetelną metodą jest badanie genetyczne. Pewności nie daje nawet obraz z pobrania kosmków jelitowych – tak było w moim przypadku. Nie stwierdzono u mnie celiakii, ale potwierdzono silną nietolerancję na gluten i laktozę. Na ten temat jest wiele teorii i publikacji, ale każdy musi przefiltrować je przez własny przypadek, wybrać optymalna dietę i dobrać właściwe leczenie, koniecznie pod kierunkiem dobrego specjalisty. 

Diety eliminacyjne czy ograniczanie glutenu w jadłospisie są bardzo modne... 

Zdrowy człowiek nie powinien eliminować podstawowych składników diety – pisze o tym w mojej książce pani profesor Rydzewska. Jeśli chcemy pozbyć się zbędnych kilogramów, najlepiej porozmawiać na ten temat z lekarzem lub dietetykiem, bo może się okazać, że nie możemy schudnąć z zupełnie innych powodów niż dieta, na które się decydujemy. To jest poważniejsza sprawa niż nam się wydaje. Konsekwencje złej diety są bardzo groźne dla organizmu. Ja musiałam odstawić białko, ale musiałam tez wiedzieć, czym je zastąpić, żeby organizm mógł funkcjonować. Tak samo z węglowodanami – organizm ich potrzebuje! Nie można ich odstawić ot tak, żeby schudnąć. Trzeba wiedzieć, co jest konkretnie dobre dla CIEBIE, a tego dowiedzieć się można tylko w rozmowie ze specjalistą. Agnieszka Peksa w naszej książce bardzo dokładnie opisuje konsekwencje rozmaitych diet. Inaczej rzecz ma się z ludźmi chorującymi. W ich przypadku trudno mówić o modzie na dietę bezglutenowa. To konieczność ratująca życie. Warto o tym wiedzieć, a z tą wiedzą w Polsce wciąż kulawo. Niedawno, w jednej z restauracji, poprosiłam o danie bezglutenowe – i wszystko by było ok: duszona pierś z indyka, ryż i marchewka. Tyle tyko, że polana tartą bułką! Kucharz chciał jak najlepiej. Tłumaczył, że przecież to tylko odrobina bułeczki. No właśnie – tu jest problem. Brak wiedzy, stereotypy w żywieniu i mechaniczne, bezmyślne działanie. Trzeba bardzo uważać na to, co jemy, gdzie i skąd jest jedzenie. Zasada ograniczonego zaufania sprawdzi się dla naszego dobra. Wiele jest jeszcze do zrobienia, ale na szczęście coraz więcej ludzi się tym interesuje i zaczynają to tez rozumieć producenci żywności.

Czy po zmianie diety żyje Pani według ścisłych zasad żywieniowych? 

Tak. Człowiek z dobraną dietą szybko się orientuje, że musi od nowa ogarnąć swoją rzeczywistość. To bardzo proste. Mam ulubiona piekarnię, w której kupuję pyszne pieczywo, które jest świetnym dodatkiem do jedzenia, nie zapycha, udaje mi się znaleźć fantastyczne ciasta, wszelkiego rodzaju kasze: gryczaną, jaglaną, ryż we wszelkich postaciach. Te produkty nie są drogie, a można je świetnie przyrządzić. Zamiast kanapek z białym pieczywem można ugotować miskę ryżu, doprawić go prażonym jabłkiem, wsypać trochę cynamonu, dodać garstkę migdałów i żurawiny, dodać łyżkę miodu i mamy jedzenie na jeden syty posiłek w ciągu dnia. Jako przekąskę lepiej zjeść naturalne słodkości: daktyle, suszone winogrona. 

Co mogłaby Pani doradzić naszym czytelnikom, którzy czują się źle, a nie wiedzą dlaczego? 

Przede wszystkim należy diagnozować problem i przyglądać się sobie. Jeżeli nie ustępują uciążliwe dla nas objawy, warto się gruntownie przebadać. Powinniśmy dużo czytać, szperać w informacjach o tym, co mogą oznaczać nasze objawy. Kiedy padnie podejrzenie, że przyczyną złego samopoczucia jest jedzenie, lepiej zainwestować jednorazowo pewną kwotę na badania genetyczne niż potem wydawać do tysiąca złotych miesięcznie na leki. Warto zdobywać wiedzę na temat żywności, korzystać z niej i kupować świadomie.

Rozmawiała: Żaneta Czyżniewska