Zakażenie HCV przez wiele lat może nie powodować żadnych charakterystycznych objawów, nie występuje w postaci spektakularnych epidemii i wiele osób niewiele o nim wie. Tymczasem u znacznego odsetka zakażonych dochodzi do przewlekłego zakażenia, które po 20-30 latach może prowadzić do marskości i niewydolności wątroby, a u części chorych do pierwotnego raka wątroby. Szacuje się, że na świecie żyje około 150 milionów osób zakażonych HCV, w tym 15 milionów w Regionie Europejskim, a w Polsce 230 tyś. Przewlekłe wzw C jest drugą po nadużywaniu alkoholu przyczyną marskości wątroby i schyłkowej niewydolności wątroby na świecie i jedną z głównych przyczyn transplantacji wątroby, a także przyczyną 50-80% zachorowań na pierwotnego raka wątrobowokomórkowego. Jednak, jak wynika z najnowszych prognoz, występowanie marskości wątroby i raka wątrobowokomórkowego oraz umieralność związane z zakażeniem HCV będą wzrastać co najmniej jeszcze przez kolejną dekadę lub nawet dłużej. Odwrócenie tej niekorzystnej tendencji jest jednak możliwe.

Wirus HCV przenosi się z człowieka na człowieka, najskuteczniej poprzez naruszenie ciągłości tkanek, czyli kiedy dochodzi do kontaktu uszkodzonej skóry lub błon śluzowych z materiałem zakaźnym. Przed wprowadzeniem rutynowych badań donacji krwi w kierunku zakażenia tym wirusem na początku lat 1990., transfuzje były jedną z głównych dróg jego szerzenia. Obecnie zwraca się uwagę na drobne procedury medyczne, takie jak iniekcje, wkłucia, zabiegi dentystyczne. Wirus wykorzystuje nieprawidłowości w wykonaniu procedur, np. nieodpowiednie wykorzystywanie opakowań wielodawkowych leków podawanych w iniekcjach, brak wymiany jednorazowych elementów sprzętu medycznego czy niedostateczną dezynfekcję i sterylizację sprzętu. Oprócz placówek służby zdrowia wirus może również przenosić się w placówkach niemedycznych, gdzie dochodzi do naruszenia ciągłości tkanek, np. w gabinetach kosmetycznych, medycyny niekonwencjonalnej czy studiach tatuażu, jeżeli nie przestrzega się odpowiednich procedur. Szczególnie łatwo wirus szerzy się poprzez wstrzyknięcie narkotyku, przy wspólnym używaniu głównie igieł i strzykawek, ale też pozostałego sprzętu. W Europie jest to główna droga szerzenia się wirusa. W Polsce dominują zakażenia w placówkach medycznych, ale w grupie użytkowników narkotyków w iniekcjach również w naszym kraju zakażonych jest ponad 50% osób. Warto jeszcze wspomnieć o możliwości zakażenia dziecka przez matkę w czasie ciąży i porodu oraz zakażeń na drodze kontaktów seksualnych, choć poza szczególnymi sytuacjami, jest ono niewielkie. Co ważne, ryzyko zakażenia w kontaktach domowych jest minimalne, związane z przypadkowym zetknięciem się z krwią zakażonej osoby lub kontaktem seksualnym. Kontakt towarzyski z osobą zakażoną, kontakt w szkole czy w pracy nie niesie praktycznie żadnego ryzyka.

Zapobieganie zakażeniom HCV skierowane jest więc w dużej mierze na rozwiązania instytucjonalne – edukację personelu, wdrożenie odpowiednich procedur, dostępność odpowiedniego sprzętu w odpowiedniej ilości, a następnie okresowe kontrole wprowadzenia odpowiednich rozwiązań. Kontrolą realizacji działań zapobiegawczych zajmują się organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, dodatkowo wewnętrznie w szpitalach powoływane są zespoły ds. zakażeń szpitalnych.

Zapobieganie szerzeniu się zakażeń HCV wśród użytkowników narkotyków stanowi osobny temat. Skuteczne strategie opierają się na filozofii redukcji szkód, czyli umożliwieniu i promowaniu bezpieczniejszych zachowań u osób uzależnionych, które nie są w stanie przestać przyjmować substancji psychoaktywnych. W tym nurcie działają programy dystrybucji czystego sprzętu czy miejsca bezpiecznych iniekcji, a w niektórych krajach programy leczenia substytucyjnego, czyli udostępnianie substytutu opioidów. W kontekście zakażeń przenoszonych przez krew efekty tych programów są znacznie lepsze w przypadku, gdy równolegle wprowadza się aktywne wykrywanie i leczenie tych zakażeń.

Leczenie osób zakażonych stanowi niezwykle istotny element prewencji. Eliminując zakażenie nie tylko zapobiegamy następstwom przewlekłego zakażenia u wyleczonego, ale także usuwamy źródło zakażenia dla kolejnych osób. Dostępne schematy lecznicze są coraz lepsze i można przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości możliwe będzie wyleczenie praktycznie każdego zakażenia. Niestety w skali ogólnoświatowej szacuje się, że jedynie około 11 proc. zakażonych jest poddawanych terapii, co znacznie zmniejsza efekt „zapobiegania poprzez leczenie”. Są dwie główne przyczyny takiej sytuacji. Jedna to nieefektywne rozpoznawanie zakażeń, a druga – wysoki koszt terapii, zwłaszcza terapii opartej o nowe leki.

Obie te przeszkody dotyczą również naszego kraju. Jedynie 15 proc. osób zakażonych jest świadoma swojego stanu. Aby odwrócić negatywne trendy chorobowości i umieralności trzeba by wykrywać i leczyć dwu- do pięciokrotnie więcej osób niż to jest robione dotychczas. Kluczem do sukcesu jest więc dotarcie do osób nieświadomych zakażenia i rozpoznanie zakażenia, a następnie zapewnienie im leczenia.

W obecnie toczącym się programie „Zapobieganie zakażeniom wirusem zapalenia wątroby C (HCV)” (finansowanie: szwajcarsko-polski Program Współpracy i Ministerstwo Zdrowia) prowadzonym przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – PZH, we współpracy z Głównym Inspektoratem Sanitarnym, Uniwersytetem Medycznym w Lublinie i Instytutem Psychiatrii i Neurologii pilotowanych jest m.in. szereg rozwiązań mających na celu zwiększenie dostępności diagnostyki w kierunku HCV. Współpracujemy z jednostkami Podstawowej Opieki Zdrowotnej oraz z przychodniami ginekologiczno-położniczymi w celu opracowania wskazań do wstępnej diagnostyki HCV przez lekarza rodzinnego i ewaluacji realizacji standardów zalecających badania w kierunku HCV u każdej kobiety w ciąży. Pracujemy nad innowacyjnymi metodami umożliwiającymi dotarcie do grup trudniej dostępnych, takich jak osoby uzależnione. Program zwraca też uwagę na podniesienie świadomości społecznej i wiedzy pracowników sektora medycznego i sektora usług, a także ocenia procedury medyczne w celu lepszego ukierunkowania kontroli zakażeń w służbie zdrowia.

Magdalena Rosińska,
Zakład Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny