Walczysz z astmą, a jednocześnie zmagasz się z rywalem na macie. Kto jest trudniejszym przeciwnikiem?

Od jakiegoś czasu trenuję trochę mniej, za sprawą obowiązków w pracy i na uczelni. Ale sport to nadal ważna część mojego życia: fitness, siłowania, jazda na rowerze - wszystko! Rzeczywiście traktuję astmę, jako przeciwnika. Jeśli nie wygram z astmą, to nie wygram z przeciwnikiem na macie, czego nauczyłam się trenując Taekwon-Do. A skoro chcę trenować, to muszę zrobić o jeden krok więcej niż inni.

I to cię nie demotywuje?

Wręcz przeciwnie! Mówię sobie: masz astmę – masz kolejne wyzwanie, przecież tak je lubisz! Moja sportowa pasja kosztuje mnie znacznie więcej, ale może dzięki temu jest mi łatwiej określić sobie cele i realizować się jako sportowiec. Niezależnie, co będę robiła: astma i tak ze mną będzie. Mogłabym ot, tak pójść pobiegać, ale jeszcze bardziej nakręca mnie to, że w trakcie joggingu muszę jeszcze poradzić sobie z tą przypadłością. Walczę o to, kto lepszy i kto wygra: ja czy ona!

Początki były chyba trudne?

W gimnazjum byłam bardzo chorowita. Każde zawody przypłacałam zdrowiem i przeziębieniem, ale wiedziałam, że nie odpuszczę! Któregoś roku, kiedy wróciłam z zawodów o puchar Polski, jak zwykle chora udałam się do lekarza z przeziębieniem. Miał być to zwykły wirus, a jednak miałam coraz mocniejszy kaszel i gorączkę, byłam ciągle ospała. I tak sobie chorowałam prawie pół roku, kiedy próbowano ustabilizować mój stan. Nic nie dawała zmiana klimatu: rodzice musieli przywieźć mnie ze zgrupowania na Mazurach, potem z Zakopanego – wszędzie miałam duszności i kaszel, który nie pozwalał mi właściwie funkcjonować, nie mówiąc o treningach!

Udało się trafić jednak do właściwego lekarza...

Tak, specjalista, do którego trafiłam, zrobił mi testy alergiczne – wyszło, że mam uczulenie na roztocza kurzu domowego. Rozsądny lekarz, rozpoznawszy mój kaszel, zlecił jeszcze badania pod kontem astmy. I rzeczywiście: zrobiliśmy spirometrię, oczywiście nieudaną, dostałam leki na astmę, na które mój organizm szybko zaczął reagować.

Astma przeorganizowała twoje życie?

Najpierw zdjęłam firanki i wyniosłam dywany z pokoju – nigdy ich nie lubiłam. Nie musiałam odkurzać i ścierać kurzu z mebli. Tę moją astmę właściwie bardziej przeżywali moi rodzice. Dla mnie to kolejne wyzwanie, nad którym szybko przeszłam do porządku dziennego. Wiedziałam, że ze sportu nie zrezygnuję.

Czyli teraz funkcjonujesz jak każdy, tyle tylko, że bierzesz leki?

W sumie tak. Mój organizm jest jednak podatny na infekcje. Muszę uważać na przeziębienia, ale to ruch sprawia, że miewam rzadziej duszności. Zawsze przy sobie mam też inhalator, bo atak duszności może dopaść mnie w każdej chwili – niezależnie od tego, jak się czuję i jaka jest pogoda, w dzień i w nocy.

Jakie są mity związane z życiem z astmą? Naprawdę nie można się forsować?

Bzdura! Wiele osób z astmą nie chce biegać, jeździć na rowerze czy wchodzić po schodach w bloku, wybierając windę. Dzieciaki z astmą nie chcą ćwiczyć na WFie. A w tej chorobie ruch to rehabilitacja! Im więcej człowiek się rusza, tym jego sprawność się podnosi i poprawia wydolność organizmu. Sport astmatykom jest potrzebny – im więcej się ruszamy, tym lepiej się czujemy i problemem nie będzie byle spacer.

Rady dla chorych na astmę, którzy nie mają odwagi się ruszyć?

Warto poprosić o wsparcie bliskich czy przyjaciół, żeby poszli z nami chociaż na spacer. Poczujemy się lepiej. Siedzenie w domu jeszcze bardziej męczy i dołuje. Ja stawiam na aktywność i mam się świetnie.