Dr n. społ. Paulina Smaszcz
Prelegentka, mentorka, socjolożka i autorka książek
Po pięćdziesiątce wiele kobiet zaczyna patrzeć na swoje życie z nowej perspektywy. Po latach troski o innych rodzi się potrzeba zadbania o siebie. O samoświadomości, relacjach, zdrowiu i redefinicji sukcesu opowiada Paulina Smaszcz, prelegentka, mentorka, socjolożka i autorka książek.
Dlaczego właśnie po 50. roku życia wiele kobiet zaczyna na nowo myśleć o sobie, swoim zdrowiu i rozwoju?
Największą grupą, z którą pracuję, przeprowadzając metamorfozy, są kobiety w wieku 50+. Przez lata opiekowały się dziećmi, rodzicami, wspierały partnera… Zawsze robiły coś dla kogoś – teraz czują, że potrzebują czasu dla siebie.
Wykształcone kobiety często zderzają się z trudnościami na rynku pracy.
Brakuje ofert adekwatnych do ich kwalifikacji, a przecież mają doświadczenie, dojrzałość emocjonalną i potencjał, by być mentorkami, uczyć nowy „narybek”. Jednak zmiana, o której mówię, nie dotyczy tylko życia zawodowego czy wyglądu. To przede wszystkim dbanie o siebie. Bo owszem, wygląd przyciąga do nas ludzi jak magnes, ale to, czy zostaną oni z nami na dłużej, zależy od naszego charakteru, kompetencji, tego, jak dobrze znamy siebie.
Żeby mogło dojść i do metamorfozy i wewnętrznej, i zewnętrznej, potrzebne są zdrowie i siła. Mam na myśli zdrowie emocjonalne, psychiczne i fizyczne.

Jakie rady dałaby pani kobietom 50+, które chcą zadbać o siebie, ale nie wiedzą, jak zacząć?
Najważniejsza jest decyzja. Zacznij od wizyty u lekarza rodzinnego i wykonania wszystkich badań profilaktycznych w ramach NFZ. Jeśli masz urodziny, zrób sobie prezent – nie torebkę czy biżuterię, ale komplet badań. Zawsze korzystaj z zaproszeń na bezpłatną profilaktykę.
Dbając o zdrowie, kobieta dba nie tylko o siebie, ale także o swoją rodzinę. Jej dobre samopoczucie, energia i spokój mają wpływ na nią i na najbliższych.
Niestety wiele kobiet wciąż źle się odżywia i nie ćwiczy, a jednocześnie mierzy się z presją, że jedynym wyznacznikiem urody jest chudość.
Zamiast skupić się na własnym potencjale, porównujemy się do obrazów z mediów społecznościowych. To szkodzi zdrowiu zarówno psychicznemu, jak i fizycznemu. Dlatego warto postawić na aktywność fizyczną i dietę rozumianą nie jako odchudzanie, lecz jako zdrowy styl życia. Liczy się systematyczność, bo wiele kobiet ma niestety słomiany zapał.
W pracy z kobietami często pojawiają się tematy samoświadomości i odbudowy po kryzysach. Jakie strategie pani stosuje?
Podczas szkoleń i warsztatów przede wszystkim daję narzędzia do poznania siebie. Im lepsza samoświadomość, tym większa szansa, że poradzimy sobie z sytuacjami kryzysowymi, będziemy umiały stawiać granice, odpowiadać na hejt i agresję.
Samoświadomość pomaga też w relacjach. Jeśli wiem, jaka jestem, to wiem, dlaczego z daną osobą łatwo się dogadam, a z inną nie. To ułatwia życie zarówno zawodowe, jak i prywatne.
Wielu kobietom po pięćdziesiątce brakuje czułości, miłości, namiętności i zrozumienia. Nie mają wystarczającego wsparcia – ani w pracy, ani w relacjach. A przecież do komunikacji i do działań potrzeba dwojga.
O komunikacji i relacjach pisze pani w najnowszej książce. Co jest kluczem do porozumienia?
Po pierwsze, dwie strony muszą chcieć. Jeśli tylko jedna wyraża wolę, ta komunikacja nigdy się nie uda. Po drugie: akceptacja. Kochajmy człowieka takim, jakim jest, i nie próbujmy go zmienić na swoje podobieństwo lub według swoich standardów. Błędem jest podejście, że „moje jest mojsze” – że ja wiem lepiej. To wywołuje konflikty i niczego nie rozwiązuje.
W związku możemy się różnić – religią, poglądami, doświadczeniami z domu rodzinnego – i to jest naturalne. Trzeba to zaakceptować.
Mam doktorat na temat kobiet, więc aby mówić o dialogu damsko-męskim, do książki zaprosiłam jedenastu ekspertów – mężczyzn, którzy w swojej pracy zajmują się mężczyznami jako klientami lub pacjentami. Dzięki temu mogliśmy pokazać ich perspektywę w takich tematach jak miłość, seks, rodzicielstwo, uzależnienia, mediacje czy zdrowie psychiczne. I okazało się, że sposób myślenia kobiet i mężczyzn o wielu sprawach bardzo się od siebie różni.
Jak pani doświadczenia zawodowe wpłynęły na pani spojrzenie na życie i priorytety w dojrzałości?
Myślę, że jestem zupełnie inną osobą teraz niż pięć, dziesięć czy piętnaście lat temu. Uważam, że po to Bóg – albo los, jak kto wierzy – dał nam mózg, żebyśmy się rozwijali i przez całe życie byli otwarci na wiedzę, wzrastali, nie zamykali się w swojej banieczce.
Czasami jest tak, że żeby zrobić krok do przodu, musimy się trochę cofnąć. Najgorsze jest nicnierobienie. W szkoleniowym świecie mówi się, że jest sukces i porażka. To bzdura. Jest sukces i nicnierobienie. Każdy błąd, porażka, niepowodzenie, to nasza drabina do sukcesu – a ten każdy definiuje inaczej. Dla jednej kobiety będzie to wygrana z chorobą, dla innej uwolnienie się od toksycznego partnera, bycie mamą, wspaniałe stanowisko w korporacji czy prowadzenie domu. W Polsce, w medialnym i społecznym dyskursie, panuje przekonanie, że miarą sukcesu jest tylko pełne konto – to nieprawda.

Jak kochać i pracować, by nie zwariować
Powrót kobiety petardy! Dr Paulina Smaszcz łączy osobiste doświadczenia, badania i głosy ekspertów, by opowiedzieć o współczesnych relacjach, stereotypach i kryzysie męskości.