Antoni Syrek Dąbrowski
Jako społeczeństwo żyjemy coraz zdrowiej – lepiej się odżywiamy, zażywamy więcej ruchu, spada też popularność używek, takich jak alkohol czy papierosy. Ważne jednak, by nie lekceważyć jakichkolwiek objawów chorobowych i regularnie przechodzić badania kontrolne.
Szacowany czas czytania: 5 minut
W jaki sposób poznał pan diagnozę w kierunku naczyniaka?
Przyznam, że pierwsze objawy tej niebezpiecznej choroby zwyczajnie zlekceważyłem. Pamiętam, że byłem wtedy na wyjeździe towarzyskim i w pewnej chwili poczułem dziwny ból głowy, a do tego zrobiłem się osłabiony i senny. Przespałem pół dnia, ale nadal czułem, że jest ze mną „coś nie tak”. Nie traktowałem tej sytuacji jako niebezpiecznej – liczyłem, że samo przejdzie – ale na szczęście koleżanka przekonała mnie, żebyśmy pojechali do szpitala. Dopiero po serii badań okazało się, że mam naczyniaka, czyli łagodny guz nowotworowy, i że czeka mnie operacja mózgu. Gdyby nie ta sytuacja, to być może wszystko skończyłoby się tragicznie. To doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie lekceważyć żadnych sygnałów, jakie wysyła organizm, oraz przede wszystkim, żeby regularnie się badać.
Jak dziś dba pan o zdrowie przy intensywnym trybie pracy?
Stawiam przede wszystkim na prewencję – staram się regularnie ćwiczyć na siłowni, grać w piłkę i codziennie mieć chociaż podstawowy ruch, typu spacer. Mam już 43 lata, więc wiem, jak ważne dla organizmu i zdrowia jest prawidłowe „prowadzenie się”. W tym wieku organizm i ciało nie przebaczają już błędów i zaniechań. Od lat mam kłopoty z kręgosłupem, więc teraz korzystam z trenera personalnego, żeby ćwiczyć prawidłowo i nie narażać się na dodatkowe kontuzje.
O zdrowie dbam też poprzez odpowiednią dietę, choć przy moim trybie pracy – gdy spędzam dużo czasu „na mieście” lub w wyjazdach – to duże wyzwanie. Staram się unikać fast foodów, a jak już jem w knajpach, to wybieram restauracje z lepszym jakościowo jedzeniem. No i ograniczyłem słodycze – to była trudna decyzja, ale mój organizm z pewnością jest mi wdzięczny za to poświęcenie.
Trzeci element zdrowego trybu życia to odpowiedni sen. Mając 3-letniego syna, jest to dość karkołomne zobowiązanie, ale na szczęście z żoną wzajemnie się wspieramy i zawsze staramy się, by choć jedno z nas mogło w nocy i nad ranem porządnie się wyspać i odpowiednio zregenerować siły.
Dlaczego mężczyźni wciąż unikają profilaktyki?
Myślę, że wciąż zbyt mało zdajemy sobie sprawę z faktu, jak istotne są badania kontrolne. Po pierwsze, w ogóle mało kto lubi chodzić do lekarza, a po drugie – jeśli już idziemy – to dopiero wtedy, gdy czujemy dolegliwości. To często zbyt późno.

Fot.: Bartek Warzecha
Na szczęście mam też poczucie, że jako społeczeństwo coraz większą wagę przykładamy do kwestii zdrowotnych. Ruch i zdrowe odżywianie stają się po prostu modne. Podobnie jak różne gadżety, które monitorują codzienną pracę i wysiłek organizmu. Pozytywnym sygnałem jest też spadająca popularność używek – alkoholu czy papierosów. Myślę, że jako pokolenie średniego wieku – mówię o osobach lekko po czterdziestce – żyjemy dziś znacznie zdrowiej niż nasi rodzice czy dziadkowie w analogicznym wieku. Ta diametralna różnica odbija się na naszej fizjonomii – wyglądamy znacznie młodziej i lepiej niż 40-latkowie dwa pokolenia temu.
Czy doświadczenie choroby wpłynęło na to, jak mówi pan publicznie o zdrowiu?
Nigdy nie miałem kłopotów, żeby otwarcie mówić o mojej chorobie. Jako komik i stand-uper przygotowałem nawet program, w którym mówię o naczyniaku. Traktuję to jako wentyl, przez który mogę otwarcie – trochę na poważnie, a trochę na wesoło – mówić o chorobach, które przecież są naturalnym elementem życia ludzi. Zawsze denerwowało mnie podejście, by z ciężkich schorzeń nie żartować, by tylko na poważnie je traktować, a jak żartujesz, to mogą to usłyszeć tylko najbliżsi. Cieszę się, że moje odmienne podejście spotkało się z ciepłym przyjęciem przez inne osoby zmagające się z podobnymi schorzeniami – otrzymuję od nich dużo wiadomości z podziękowaniem, że przełamuję tabu i otwarcie mówię o naczyniaku i innych ciężkich chorobach.
Jaki jest najważniejszy nawyk zdrowotny, który wprowadził pan w ostatnim czasie?
Regularnie zapisuję się na badania kontrolne, choćby te podstawowe. Mam świadomość, że niektóre choroby rozwijają się bezobjawowo i bezboleśnie, więc ich wykrycie jest trudne. Zachęcam wszystkich do regularnych „prześwietleń” stanu zdrowia – badań krwi, USG jamy brzusznej, w przypadku mężczyzn badania prostaty, a w przypadku kobiet choćby cytologii czy mammografii.
W moim podejściu do kwestii zdrowotnych dużo zmieniło też pojawienie się na świecie syna – teraz wiem, że muszę być zdrowy, silny i aktywny fizycznie nie tylko dla siebie, ale też dla niego. Wraz z żoną zrobiliśmy sobie niedawno badania genetyczne, które ujawniły, że mamy pewne mutacje genów zwiększające ryzyko wystąpienia czerniaka. Dzięki temu wiemy, jak minimalizować to ryzyko i na jakie sygnały organizmu powinniśmy być wyczuleni.