Skip to main content
Home » Układ trawienny » Z chorobą można żyć naprawdę dobrze
Układ trawienny

Z chorobą można żyć naprawdę dobrze

Mgr Karolina Gołaś

Dietetyczka specjalizująca się w obszarach dietetyki klinicznej i sportowej, pacjentka zmagająca się z WZJG, IBS, GB, które nie przeszkadzają jej w byciu aktywną fizycznie

Droga do diagnozy wrzodziejącego zapalenia jelita grubego bywa długa i trudna. Karolina Gołaś opowiada o swoich pierwszych objawach, błędnych rozpoznaniach, a także o tym, jak dieta stała się dla niej sposobem na większy spokój i kontrolę nad chorobą.


Jak wyglądała pani droga do diagnozy WZJG?

Pierwsze objawy pojawiły się u mnie w wieku 16 lat – bóle brzucha, przelewanie w jelitach, biegunki na zmianę z zaparciami. Prawdziwy kryzys przyszedł jednak na pierwszym roku studiów. To był intensywny czas nauki i ogrom stresu. Zaczęłam dostrzegać częstsze wypróżnienia i wraz z nimi krew w kale. W końcu było ich ponad 30 dziennie. Lekarz rodzinny uznał, że to infekcja bakteryjna, i przepisał antybiotyk, po którym poczułam się jeszcze gorzej. Na SOR-ze w powiatowym szpitalu podejrzewano chorobę tropikalną – mimo że nie byłam za granicą. Znowu dostałam antybiotyk. Dopiero w wojewódzkim SOR-ze wykluczono choroby tropikalne i skierowano mnie dalej. Hemoglobina była dramatycznie niska, więc przetoczono mi krew i dopiero wtedy rozpoczęto właściwą diagnostykę. Okazało się, że to wrzodziejące zapalenie jelita grubego.

W jaki sposób dieta wpływa na pani samopoczucie i przebieg choroby?

Dieta jest dla mnie ważnym narzędziem w kształtowaniu komfortu życia i kontroli objawów choroby.

Dzięki niej czuję, że mam wpływ na swoje zdrowie – nie tylko pomagam sobie utrzymać remisję, ale też szybciej wychodzę z zaostrzeń. Moja dieta to tak naprawdę dopasowany do moich potrzeb styl odżywiania, dzięki któremu czuję na co dzień spokój. Gdy wiem, jak bardzo dieta wspiera moje życie, wzrasta moja sprawczość pomimo przewlekłej choroby o nie do końca poznanej etiologii. Mój sposób odżywiania poprawia nastrój, redukuje zmęczenie wywołane chorobą i pozwala żyć naprawdę dobrze. Dzięki temu mogę uprawiać taką aktywność fizyczną, na jaką mam ochotę, planować wyjazdy i podróże bez stresu o to, co będę jeść i jak zareagują na to moje jelita.

Jakie mity na temat odżywiania w WZJG spotyka pani najczęściej?

Najczęściej słyszę, że pacjenci z WZJG powinni eliminować gluten, nabiał i dostarczać małą liczbę błonnika. Co więcej – wciąż spotykam się z opinią, że dieta nie ma w ogóle znaczenia w chorobie. To nieprawda. Faktem jest, że nie ma obecnie jednego, sprecyzowanego modelu żywieniowego, który pozwalałby uzyskać i utrzymać remisję, ale to nie oznacza, że o dietę nie należy dbać. Z kolei odgórne eliminacje dla każdego nie mają pokrycia w aktualnych rekomendacjach. W pracy stawiam na edukację pacjentów, aby nie ulegali modom żywieniowym oraz by nie eliminowali grup produktów bez medycznego uzasadnienia. Sposób odżywiania zawsze trzeba dostosować do preferencji żywieniowych, aktualnego stanu zdrowia i objawów. Dieta dla pacjenta w zaostrzeniu z 20 wypróżnieniami z krwią dziennie będzie się różniła od diety dla pacjenta w remisji z towarzyszącymi zaparciami i wzdęciami.

Personalizacja odżywiania jest najważniejsza.

Jakie wsparcie było dla pani najważniejsze w oswajaniu się z chorobą?

Z perspektywy medycznej duże znaczenie miała opieka lekarza prowadzącego, gastroenterologa. Świadomość, że mogę zaufać mojemu lekarzowi, dała mi poczucie bezpieczeństwa. Z kolei obecność rodziny i przyjaciół, którzy potrafili wysłuchać i okazać empatię, sprawiła, że nie czułam się samotna w tej sytuacji i zawsze mogłam na nich liczyć.

Next article