Skip to main content
Home » Immunologia » Dlaczego nabycie odporności poprzez szczepienie jest bezpieczniejsze niż choroba?
immunologia

Dlaczego nabycie odporności poprzez szczepienie jest bezpieczniejsze niż choroba?

Szczepionki to kontrolowany sposób kontaktu z drobnoustrojami, który w przeciwieństwie do zachorowania, nie wiąże się z ryzykiem ciężkiego przebiegu oraz rozwojem powikłań.  

Dr Ilona Małecka

Katedra i Zakład Profilaktyki Zdrowotnej UM w Poznaniu, edukuje rodziców na: dr_ilonamalecka

W jaki sposób szczepienia chronią nas przed chorobami? Dlaczego nabycie odporności poprzez szczepienie jest bezpieczniejsze niż choroba?

Po podaniu szczepionki w organizmie wytwarzają się przeciwciała, których zadaniem jest walka z konkretnym wirusem lub bakterią. W praktyce oznacza to, że po kontakcie z patogenem, to właśnie one się z nim mierzą, by w efekcie choroba nie rozwinęła się w ogóle lub by jej przebieg był łagodny. Tym samym szczepionki pozwalają uniknąć nieprzyjemnych objawów choroby, jak również jej groźnych konsekwencji. Ponadto, oprócz tego, że chronimy samych siebie, nabywając odporność indywidualną, to gdy w populacji zaszczepi się więcej niż 90 proc. osób, dochodzi do wytworzenia tzw. odporności populacyjnej, czyli takiej, która chroni również pozostałe osoby niezaszczepione np. z powodu wieku czy przeciwwskazań zdrowotnych.

A jak to jest w przypadku dzieci – to opiekunowie są odpowiedzialni za przestrzeganie kalendarza szczepień, a wśród nich zdarzają się nadal przeciwnicy szczepień – w jaki sposób rozmawiać z rodzicami, którzy odmawiają podania dziecku szczepionki?

Większość rodziców, którzy mają obawy związane ze szczepieniami, ma je w związku z kwestią ich bezpieczeństwa. I wielu z nich wcale nie jest takimi zadeklarowanych przeciwnikami szczepień, tylko po prostu obawia się o zdrowie maluchów, gdyż skala dezinformacji, jaka funkcjonuje w przestrzeni internetowej, jest wręcz niebywała, a po pandemii wręcz jeszcze większa. I dlatego przede wszystkim trzeba wyjść naprzeciw tym obawom i po prostu zrozumieć to, że rodzic może bać się o zdrowie własnego dziecka. Istotne jest, by spokojnie tłumaczyć, wyjaśnić te zagadnienia zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i tym samym wręcz rozprawić się z dezinformacją, na którą rodzic napotyka, szukając informacji o szczepionkach np. w internecie.

Warto, by te wątpliwości opiekunowie rozwiewali u zaufanego lekarza, który od dłuższego czasu opiekuje się zdrowiem dzieci lub całej rodziny. W wielu przypadkach odniesiemy wtedy sukces, jednak pozostanie zapewne też garstka rodziców, których nie da się przekonać i tym samym dzieci niezaszczepionych, które pozostaną bezbronne wobec chorób zakaźnych, które realnie im zagrażają i mogą być groźne nie tylko dla ich zdrowia, ale i życia.

W ostatnich miesiącach do Polski przybyło wielu uchodźców – czy oni także mogą szczepić się na terenie naszego kraju? Jakie szczepienia są zalecane w grupie tych osób, biorąc pod uwagę różnice w programach obowiązkowych szczepień?

W związku z sytuacją konfliktu wojennego uchodźcy przybywający do nas z Ukrainy mogą zaszczepić się u nas już od pierwszego dnia ich pobytu. Wystarczy zgłosić się do poradni podstawowej opieki zdrowotnej (np. w pobliżu miejsca zamieszkania) i następnie na podstawie dokumentacji medycznej ustalany jest indywidualny program szczepień. Co ważne, w przypadku dzieci, po ukończeniu 3-miesięcznego pobytu w Polsce, zgodnie z prawem mają one obowiązek szczepień, dokładnie taki sam, jak polskie dzieci. I tutaj istotne jest też to, że szczepienia odbywają się zgodnie z kalendarzem obowiązującym według polskiego programu szczepień. Najważniejsza w tym jest realizacja szczepień obowiązkowych, a także szczepień zalecanych, w tym np. szczepienie przeciw grypie, ospie wietrznej, meningokokom czy COVID-19.

Next article
Home » Immunologia » Dlaczego nabycie odporności poprzez szczepienie jest bezpieczniejsze niż choroba?
onkologia

Jak nie tracić nadziei i się nie poddać?

Jak i kiedy dowiedziałeś się o chorobie, jak zareagowałeś?

Mateusz: Dowiedziałem się o chorobie w wieku 13 lat. Dokładnie pamiętam cały ten czas, ból oraz częste wizyty w poradni pediatrycznej. Po pierwszym bólu ramienia nikt nie spodziewał się, że jest to nowotwór. Pierwsze dni były straszne, bo musiałem ułożyć sobie w głowie wszystkie fakty i dojść do tego, co się stało.

Jak pani, pani Małgorzato, zareagowała na tę diagnozę?

Małgorzata, mama Mateusza: Gdy zobaczyłam syna po powrocie z wakacji wiedziałam, że dzieje się z nim coś niedobrego. Te parę dni na Mazurach zmieniły go nie do poznania. Patrzenie na syna leżącego na łóżku szpitalnym i krążące myśli często doprowadzały mnie do depresji. Myślę, że na pewien czas zamknęłam się w sobie, odsunęłam się od ludzi. Po tylu latach nadal boję się przyjazdów na badania obrazowe, przez parę dni jestem rozdrażniona i nie mogę nad tym zapanować. Powrót syna po dwóch latach na leczenie to jest koszmar, ale wiem, że muszę z nim być i chcę go wspierać.

Jak można sobie pomóc, by nie stracić nadziei i się nie poddać?

Mateusz: W tej chorobie ważne jest to, aby nie tracić wiary oraz szukać pozytywnych rzeczy, nawet w najmniej przyjemnych sytuacjach. Aby cieszyć się chwilą i patrzeć ciągle do przodu. Kiedy zachorowałem, straciłem wielu znajomych. Dużo ludzi na ulicy dziwnie się na mnie patrzyło. Czułem się odrzucony przez społeczeństwo oraz przez przyjaciół, z którymi znałem się od dziecka. Samotność to przy tej chorobie najgorsze, co może się przytrafić. Wsparcie, nie tylko rodziny, ale także znajomych, którzy poświęcają swój czas, było nieocenione. Duże wsparcie dostałem także od Fundacji Herosi, która umożliwiła mi uczestnictwa w meczach siatkarskich reprezentacji Polski i różnych koncertach oraz meczach piłki nożnej, takich jak np. mecz Lechia Gdańsk – FC Barcelona.

Mateusz: Dużo ludzi na ulicy dziwnie się na mnie patrzyło. Czułem się odrzucony przez społeczeństwo oraz przez przyjaciół, z którymi znałem się od dziecka. Samotność to przy tej chorobie najgorsze, co może się przytrafić.
Fot.: S. Dąbrowa/Fundacja

Czego pani, pani Małgosiu, nauczyła się podczas choroby syna i z jakimi emocjami pani się mierzy, mając świadomość, że to pani jest ostoją i wsparciem dla swojego dziecka?

Małgorzata: Podczas choroby syna nauczyłam się pokory, wytrwałości i zrozumiałam, że nie żyjemy tylko dla siebie. Podczas leczenia syna spotkałam wiele osób – my z dłuższym doświadczeniem leczenia dzielimy się z innymi mamami tą wiedzą, wspieramy się, a nawet mogę stwierdzić, że żyjemy jak w rodzinie. Dzwonimy do siebie, odwiedzamy się, mimo dzielących nas kilometrów. Emocje, z którymi muszę sobie radzić, na początku były ogromne. Jestem osobą lubiącą ludzi, musiałam zrezygnować z pracy, którą kochałam i było to dla mnie bolesne. Mateusz po licznych przyjętych chemiach i naświetlaniach, przebytym przeszczepie komórek macierzystych, miał problemy z zapamiętaniem tego, jakie i kiedy przyjmuje lekarstwa oraz o innych obowiązkach domowych. Byłam mu potrzebna. Cieszę się, że mimo choroby syn spełnił swoje marzenie i wyjechał do Mediolanu, uczestniczył w meczu swojej ulubionej drużyny piłkarskiej i spotkał się z zawodnikami. Widok jego radości jest nie do opisania, to była bardzo wzruszająca chwila. Choroba syna nauczyła mnie bezinteresownej pomocy innym. Dobro powraca. Jako matka patrząca na cierpienie swojego dziecka mogę śmiało powiedzieć, że najważniejsze, co mogę mu w tym momencie dać, to wsparcie w chorobie, abyśmy wspólnie przeszli przez te trudne chwile.

Next article