Home » Innowacyjna medycyna » Epidemia w epidemiach
Innowacyjna medycyna

Epidemia w epidemiach

Prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Dyrektor WCCI

Ewelina-Zych-Myłek

Ewelina Zych-Myłek

Instytut Świadomości, w ramach cyklu Pacjent ze Świadomością

Trudno dziś przypomnieć sobie, jakie problemy i wyzwania zdrowotne dominowały w wypowiedziach lekarzy i decydentów sprzed epidemii COVID-19 – obecnie wszystko – cała komunikacja i uwaga służby zdrowia – jest zdominowane przez koronawirusa. Jeszcze do niedawna dialog ochrony zdrowia skupiał się na tym, co usprawnić i poprawić, jak zapewnić ludziom lepszą jakość życia i bezpieczniejszą starość. Dziś walczymy o przetrwanie w walce z wirusem. Dostrzegamy jedną epidemię zapominając, że jest ich wiele, na dłuższą metę groźniejszych, bardziej kosztownych i niesezonowych, na stałe wpisanych w nowoczesną ludzką cywilizację. Największą z nich jest niewydolność serca.

Wyzwanie cywilizacyjne

Skala zachorowalności na niewydolność serca (NS) – prawie milion osób w Polsce – uprawnia do nazywania tej choroby prawdziwą epidemią. Rokrocznie stwierdza się ok. 250 tys. nowych przypadków, w tym 60 tys. umiera, bo serce nie jest w stanie przepompować odpowiedniej ilości krwi, aby organizm mógł funkcjonować. Niewydolność serca to również niewydolność naszej gospodarki. Szacuje się, że bezpośrednie (szpitalne i ambulatoryjne) koszty leczenia tej choroby to blisko miliard złotych rocznie, a koszty pośrednie – rent i zasiłków, absencja chorobowa, utracona produkcja, brak wpływów z PIT i VAT mogą być nawet pięciokrotnie wyższe.

Nie tylko serce

NS prowadzi też do chorób nerek, w konsekwencji czego chorzy zmagają się z narastającymi obrzękami rąk i nóg, bólami głowy, czy częstomoczem i postępującym wyniszczeniem. Pacjenci sercowi cierpią w większości również na inne poważne choroby cywilizacyjne takie jak cukrzyca, otyłość, udar mózgu czy rak. Chorzy, najczęściej osoby starsze, stopniowo wycofują się więc z aktywnego życia, ostatecznie całkowicie się uniesamodzielniając. Zdrowotne konsekwencje to nie tylko problemy z wykonywaniem codziennych, prozaicznych czynności, takich jak zrobienie zakupów czy wejście po schodach. Stają się również przyczyną wstydu, apatii i depresji wynikających z uzależnienia od osoby trzeciej. Pojawia się również uczucie samotności, bo dla tych często dotychczas energicznych i towarzyskich osób nową okolicznością jest uwięzienie we własnym domu i strach przed komunikowaniem własnych potrzeb.

– Dlatego uważamy, że kolejnym milowym krokiem w kardiologii i polskiej medycynie w ogóle powinno być uruchomienie Narodowego Programu Serca i Naczyń, który obejmowałby komplet kardiologicznych jednostek chorobowych, w tym ostry udar mózgu, miażdżycę rozsianą, prewencję i lepszy dostęp do nowoczesnych leków i technologii kardiologii interwencyjnej. – mówi prof. Adam Witkowski, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Problem aktualny teraz i zawsze

Statystyki pokazują, że pacjenci ze schorzeniami sercowo-naczyniowym są bardziej narażeni na ciężki przebieg choroby COVID-19 i śmierć niż inni zakażeni. Na niekorzyść działa również wiek chorego – osoba pow. 65 lat, z niewydolnością serca i koronawirusem ma dużo większe ryzyko ciężkich powikłań i zgonu. Osoby starsze są bardziej podatne na choroby zakaźne i mniej skuteczną reakcję systemu immunologicznego na pojawiające się infekcje. To znaczy, że seniorzy z ciężkimi chorobami współistniejącymi, szczególnie tymi obciążającymi serce i płuca, do których należy NS są najbardziej narażeni na tragiczne skutki zakażenia koronawirusem.

Nie ma obecnie skutecznego rozwiązania by uniknąć zakażenia. Tylko absolutna izolacja i maksymalne ograniczenie kontaktów z ludźmi dają większą szansę na zachowanie zdrowia – a nawet, jak w przypadku osób starszych i chorych na niewydolność serca – życia.

Next article