laczego zdecydował się Pan powiedzieć głośno o tym, że nosi aparat słuchowy i jest osobą niedosłyszącą?

Nigdy nie kryłem się specjalnie z tym, że jestem osobą niedosłyszącą, ale też nie mówiłem o tym głośno. Pewnego dnia postanowiłem podzielić się tym z innymi, ponieważ chciałem pokazać dzieciom mojej znajomej, które mają podobny problem, że aparat słuchowy nie jest powodem do wstydu. A jak wiemy, przez wiele osób, szczególnie dzieci, aparat słuchowy to manifestacja bycia gorszym. W szkole, w przedszkolu maluchy, które noszą aparat słuchowy są obiektem drwin rówieśników. Dlatego tak ważne jest, aby mówić głośno o problemie niedosłuchu.

Jest Pan osobą bardzo aktywną, gra Pan, śpiewa. Jak udaje się to wszystko robić mimo tego, że aparat słuchowy jest nieodłącznym elementem Pana życia?

Aparat słuchowy w żaden sposób nie zakłóca mojego codziennego życia, nie jest powodem problemów i dyskomfortu, ale jego brak czasem powoduje, że jest mi trochę trudniej normalnie funkcjonować. Jestem ciągle w ruchu, dużo podróżuję i czasem zdarza mi się po prostu zapomnieć aparatu słuchowego, a jak go gdzieś szybko ściągam używając odsłuchów dousznych, to zazwyczaj nie mogę ich odnaleźć, bo jestem strasznym bałaganiarzem :) A że noszę aparaty słuchowe na obu uszach, kiedy nie mam ich przy sobie, głośniej podkręcam telewizor i trzeba głośniej do mnie mówić :)

 

Grzegorz Wilk: Może nie słyszę znakomicie, ale na tyle, by wykorzystać konstruktywnie to, co mogę usłyszeć.

 

Czy długo trwało zanim przyzwyczaił się Pan do noszenia aparatu słuchowego? Jak wyglądały pierwsze kontakty ze sprzętem?

Aparat słuchowy towarzyszy mi od niedawna. Niewykluczone, że niedosłuch mam od dziecka, ale w latach 70tych i 80tych nikt się tym szczególnie nie przejmował. To ogromne szczęście, że teraz takie badanie jest standardem u wszystkich małych dzieci. Później też za bardzo nie zwracałem uwagi na to, czy słyszę dobrze, może bardziej nie miałem świadomości, że można słyszeć lepiej. Kiedy ma się dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat przecież nikt nie myśli o tym, że z jego słuchem może dziać się coś złego. Dopiero po trzydziestce zdiagnozowano u mnie niedosłuch. Na początku, kiedy założyłem aparaty słuchowe, byłem pod ogromnym wrażeniem, że można tak wiele słyszeć. Dla osoby, która od wielu lat żyje z niedosłuchem ciche dźwięki, szumy, tykanie zegara, które może usłyszeć po założeniu aparatu słuchowego, nie były dotąd codziennością. Do aparatów przyzwyczaiłem się szybko, bo przecież człowiek szybko przyzwyczaja się do tego, co dobre. Oczywiście pierwsze tygodnie to czas, w którym nasz mózg przyzwyczaja się do nowego urządzenia, potrzebne są regulacje i pomoc specjalisty, ale kiedy aparat jest już dopasowany do naszych potrzeb, nie ma możliwości, abyśmy czuli jakiś dyskomfort. Ja miałem to szczęście, że od razu korzystałem z aparatów wysokiej klasy, dobrze dobranych przez specjalistę. Ważne, by sprzęt współpracował z nami, byśmy mogli dopasować go do naszych indywidualnych potrzeb.

Skąd czerpie Pan energię i jak to robi, że mimo problemów ze zdrowiem udaje się Panu spełniać swoje marzenia i być bardzo aktywną osobą?

To cecha osobnicza. Od dziecka byłem osobą bardzo aktywną, zawsze było mnie wszędzie pełno. Jestem pracoholikiem i nie potrafię za dużo wytrzymać, kiedy nie mam nic do zrobienia. Staram się nie zwracać uwagi na rzeczy negatywne, które mnie blokują, a zawsze skupiam się na tym, co dobre i pozytywne. Może nie słyszę znakomicie, ale na tyle, by wykorzystać konstruktywnie to, co mogę usłyszeć. Zdecydowanie to pomaga mi każdy dzień zaczynać z uśmiechem na twarzy i dobrą energią.