Pozostali to ogromna rzesza osób, które jeszcze nie wiedzą, że rozwija się 
u nich choroba nerek i aby uchronić się przed osiągnięciem ostatniego stadium choroby powinny natychmiast skupić się na działaniach nefroprotekcyjnych. Problem polega na tym, że nie są świadomi swojej choroby, ponieważ nie wykonuje 
się badań profilaktycznych w kierunku Przewlekłej Choroby Nerek.

Grzech zaniedbania

Nerki nie bolą, a stopniowa utrata ich prawidłowej funkcji nie daje objawów. Chciałoby się dodać – niestety, bo gdyby bolały, czym prędzej wybralibyśmy się do lekarza. Problemy wychodzą na jaw dopiero w badaniach (poziom kreatyniny we krwi i obecność białka 
w moczu), a zależność jest prosta, im wcześniej rozpoczniemy leczenie, tym większa szansa, że unikniemy dializoterapii i konieczności przeszczepu oraz nie zginiemy 
z powodu powikłań sercowo naczyniowych.

Paradoks polega na tym, że rozwinięciu się skrajnej postaci choroby możemy zapobiec naprawdę niewielkim kosztem i wysiłkiem. Badanie co pół roku u osób z grup podwyższonego ryzyka, raz w roku u reszty populacji i przestawienie się na zdrowy styl życia (między innymi ograniczenie spożycia soli oraz leków nefrotoksycznych), to naprawdę niewiele w porównaniu z drogimi procedurami medycznymi, które są niezbędne kiedy choroba już się rozwinie – wyjaśnia dr Iwona Mazur prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób Dializowanych.

Nerki – serce, błędne koło zależności

Choroby sercowo-naczyniowe są dzisiaj na świecie przyczyną 30 proc. zgonów. Mówi się głośno 
o zawałach, udarach, wylewach, wahaniach ciśnienia, ale rzadko zwraca się uwagę na związek pomiędzy ich występowaniem, a niewydolnością nerek. Tymczasem najczęstszym powikłaniem tej choroby są właśnie problemy sercowo-naczyniowe, z drugiej strony wahania ciśnienia również przyczyniają się do powstawania niewydolności nerek – wyjaśnia dr Mazur. Dlatego właśnie na świecie promuje się tzw. przeszczepy wyprzedzające (przeszczepienie nerki zamiast hemodializy lub dializy otrzewnowej), które skutecznie zapobiegają najcięższym powikłaniom u dializowanych pacjentów. Badania udowadniają, że po pierwszym roku hemodializ śmiertelność u pacjentów jest wyższa, niż wśród biorców przeszczepów wyprzedzających. 
Ci ostatni są w pełni aktywni zawodowo, a jakość ich życia jest nieporównywalnie lepsza niż w przypadku pacjentów dializowanych.

Na naukę nigdy nie jest za późno

Jak przekonuje dr Mazur największym problemem nefrologii w Polsce jest brak edukacji, informacji, a tym samym świadomości wśród społeczeństwa. Według badań światowych sama profilaktyka wystarczy by o 7 proc. obniżyć roczny przyrost dializowanych pacjentów i znacznie zwiększyć ilość osób, które mogą uniknąć najgorszego scenariusza czyli śmierci z powodu powikłań związanych z chorobą nerek której chory nie jest świadomy.